poszukując odwagi
- niedziela, 20, styczeń 2019 20:04
- Andrzej Pilipiuk
Prezydent miasta Gdańska zamordowany podczas finału WOŚP spoczął w Bazylice Mariackiej a jego dawni towarzysze partyjni wylewają krokodyle łzy nad tym jakiego to oddanego kolegę stracili. PO już zdążyła zapomnieć że zdaje się to sami go z partii wygryźli uważając (prawdopodobnie) za człowieka zbyt mocno uwikłanego, a tym samym za niebezpieczny balast?
PiS w ostatnich dniach wykonał szereg gestów dobrej woli – choć osobiście uważam że było to zbędne, a może i w niektórych przypadkach wizerunkowo szkodliwe. Prezydent z pewnością miał swoje zasługi dla swojego miasta – ale niestety nie można zapomnieć o szeregu grzechów i grzeszków. O powiązaniach a Amber-Gold i OLT-Expres. O szeregu nieruchomości nabytych nie bardzo wiadomo za jakie dochody i nie wpisywanych do oświadczeń majątkowych. O nadmiernym hołubieniu niemieckiej części historii miasta. O dziwnych narracjach. O zapraszaniu Niemców na Westerplatte przy jednoczesnym pomijaniu środowisk kombatanckich. O związkach z tzw. „Tygrysem” – bossem trójmiejskiego półświatka… O tym co nawywijał można sobie poczytać na spokojnie, artykuły sprzed kilku miesięcy nadal w sieci wiszą – wystarczy dwadzieścia minut.
Wyborcy PiS oczekiwali raczej twardej rozprawy z podobnymi „baronami” PO, surowych rozliczeń, procesów karnych, wyroków. Wyciągnięcie ręki na zgodę to piękny i szlachetny gest – ale czym innym jest wyciągnięcie jej do przeciwnika, a czym innym do zapiekłego wroga. Czym innym jest wyciągnięcie ręki do człowieka który zbłądził i żałuje, a czym innym do kogoś kto świadomie wybiera drogę zła. Ja w każdym razie jestem rozczarowany.
Wedle mojej opinii zawiódł kościół – decyzje polityczne i publiczne deklaracje tragicznie zmarłego były w wielu punktach sprzeczne ze społeczną nauką kościoła i zasadami wiary.
Trudno powiedzieć na ile zwykli gdańszczanie aprobowali politykę zmarłego – np. deklaracje przyjmowania tzw „uchodźców” czy promocję w przestrzeni publicznej środowisk LGBT. Prezydent został wybrany w demokratycznych wyborach – posiadł zatem tzw. „mandat społeczny” dla sprawowania funkcji. Trudno powiedzieć na ile ich wybór był świadomy a na ile podyktowany indukowaną modą, czy strachem przed rządami PiS-u.
Z pewnością po tragedii która rozegrała się na scenie należało napiętnować surowo zbrodnię popełnioną z niskich pobudek, dokonaną w miejscu publicznym i na osobie publicznej. Myślę że to zaważyło na takich a nie innych decyzjach członków partii rządzącej. Być może wielu ludzi prawicy po ludzku chciało okazać współczucie – nawet ludziom którzy sami są do takich gestów niezdolni (pokazała to aż nadto wyraźnie sprawa Smoleńska).
Boję się jednak że za niektórymi z gestów dobrej woli stał strach przed mediami. I to mnie szczególnie martwi. Od mojej władzy i od mojego Kościoła oczekuję raczej odwagi w twardej walce o słuszne sprawy…
***
Ps: takie jeszcze - smutne dosyć, ale warte przeczytania i przemyślenia...






