Czytając "Cudowną podróż"
- piątek, 04, styczeń 2019 00:21
- Andrzej Pilipiuk
Na poczatku II tomu jest opowieść starej kobiety z Dalarny - cofa się do czasów swojej młodości ok roku 1860-tego. Na wsi nie było pracy ani możliwości utrzymania się. Młodzi ludzie zbierali się w grupy i szli na zarobek - do dużych miast. Wracali jesienią z uciułanymi pieniędzmi.
W JEJ DOMU ZBOŻA ZEBRANEGO Z WŁASNYCH PÓL STARCZAŁO DO WIGILII. By przeżyć i mieć chleb - ziarno musieli dokupywać. "Rozcieńczać" mąkę pszeniczną gorszymi gatunkami.
Taki fragment jeśli umiemy czytać pomiędzy wierszami uświadamia nam nieprawdopodobny dobrobyt w którym żyjemy. W Polsce było trochę lepiej - bo gleby i klimat o niebo lepsze. Mimo to przednówek na polskiej wsi był w XIX weku czasem jeśli nie głodu to zaciskania pasa. (poczytajcie Konopnicką...). Jeszcze w latach II RP prowadzono porgram podnoszenia żyzności gleb - w tym celu bargowano koryta rzek i wywożono furmankami muł na pola, zwożono też liście z lasu by je przyorywać. Troche to dawało ale wysiłek miionów polskich chłopów był niewspólmierny do efektów.
A potem przyszła rewolucja agrarna. Ostatnia dekada II RP to burzliwy rozwój polskiego przemysłu chemicznego - w tym zakładów produkujących nawozy azotowe. Pomijając okres wojny i najcięższych lat stalinowskich głód nie zagroził nam już nigdy. Pomyślmy nad tym czasem przed snem i podziękujmy ludziom od wysokoplennych odmian pszenicy i tym od nawozów sztucznych...







