o jałowości życia pisarzy

Przerwałem lekturę korespondencji Astrid Lindgren z Louise Hartung.

(wspominałem o niej już listopadzie http://pilipiuk.com/index.php/blog/3597-smutek-z-lektury )

Zmęczyłem 1/3 objętości, przeczytałem też koniec. Dalsze brnięcie przez tę książkę jest kompletnie bez sensu. Te listy były ważne – dla NICH. Stanowiły kronikę przyjaźni dwu kobiet które spotkały się w powojennej Europie i tylko tyle.

https://nk.com.pl/ja-takze-zylam-korespondencja/2607/ksiazka.html#.XBlVqHD-TIU

Fajnie że obie zachowywały je – fajnie że można je zestawić w pary: list – odpowiedź. Ale nie wynika z nich nic ciekawego. Trochę rozproszonych informacji o tym jak się wówczas żyło po tamtej stronie żelaznej kurtyny.. To pozycja dla absolutnie fanatycznych biografów, badaczy, naukowców o wąskiej specjalizacji badających np. problemy promocji książek Astrid Lindgren na rynku niemieckim i odzewu niemieckiego czytelnika na poszczególne pozycje.

*

Swoją drogą egzystencja Astrid Lindgren odczytana przez pryzmat tej korespondencji jest równie spokojna i jałowa jak moja. Praca, kontakty z rodziną, czasem wakacje… Bez szaleństw, bez brudów w rodzaju alkoholu, narkotyków etc. ale też bez wzniosłych szalonych projektów...  

 

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/