Świńska sprawa...
- środa, 31, październik 2018 19:49
- Andrzej Pilipiuk
Rolnik ze wsi Gryfino zabił świnię. Tradycyjnie po wiejsku – wszedł do chlewa, rąbnął ją obuchem siekiery w głowę, i ogłuszoną dziabnął odpowiednim nożem w serce. Szybka humanitarna śmierć - tak jak się to praktykowało przez stulecia jak Polska długa i szeroka. Teraz grożą mu 3 lata więzienia. Więcej niż za rządów junty Jaruzelskiego. Wyrok jak za czasów hitlera (wtedy pakowali do obozu). Dodajmy że hitlerowcy pozwalali po odstawieniu trzech świń na kontyngent czwartą zabić dla siebie… Przez większą część istnienia PRL ubój gospodarski też był legalny.
Zapytuję eko-czubów co lepsze dla świni?
Alternatywa 1: Wywlekanie z kojca, ładowanie na przyczepę, jazda do powiatowej rzeźni, wylądowanie w miejscu które na kilometr śmierdzi krwią i strachem poprzedniczek, rozładunek – brutalny bo zwierzę domyśla się co jest grane, czasem długie oczekiwanie w rynnie aż przyjdzie „fachowiec” i walnie w czoło „dziurkaczem”. Czasem przed śmiercią słyszy się kwik ginących obok „sąsiadek”.
Alternatywa 2: Zwykły dzień w znanym sobie gospodarstwie, wizyta gospodarza w oborze/chlewie, ewentualnie wycieczka do sadu/na podwórze przerwane przez niespodziewane ogłuszenie – tylko że bez przebudzenia.








