O emeryturach
- piątek, 05, kwiecień 2013 10:38
- Andrzej Pilipiuk
Zastanawiam się nad problemem OFE. Z różnych mediów płyną doniesienia że 250-270 miliardów złotych które ludzie zgromadzili na II filarze budzi niezdrowe zainteresowanie ministra finansów… Ministra nie lubię ale OFE to dla mnie też instytucja mocno podejrzana. Co wiemy?
Cześć naszej składki emerytalnej (zdzieranej pod przymusem) trafia do prywatnych firm których zadaniem jest jej lokowanie i pomnażanie, a w przyszłości wypłacanie nam w postaci emerytur. Firmy te otrącają sobie część wpłacanych pieniędzy na koszta własne a resztę próbują rozmnożyć. Zatrudniając najlepszych macherów od pomnażania uzyskują dla nas przyrost kasy rzędu około 6% rocznie (czyli porównywalny z poziomem inflacji).
Pieniądze na kontach OFE są nasze – ale jakoby ich nie było – zanim nie osiągniemy wieku emerytalnego nie możemy ich naruszyć. Człowiek który nagle stracił pracę nie może ich wycofać by spłacić kredyt mieszkaniowy. Człowiek który nagle ciężko zachoruje nie może sobie nimi sfinansować leczenia ratującego życia lub chroniącego przed trwałym kalectwem.
Pieniądze te zostają powierzone firmom na rozmnożenie – ale zarazem są lokowane wedle ścisłych wskazówek kochanej władzuchny. OFE mają obowiązek lokowania określonego procenta kasy w obligacje skarbu państwa. Czyli de facto władza pokrywa deficyt budżetowy naszymi własnymi pieniędzmi za pośrednictwem zagranicznych podmiotów. W razie bankructwa państwa 150 miliardów zł czyli 2/3 zgromadzonych środków pójdzie się bujać.
Wszystko to śmierdzi na kilometr… Dlaczego uważam że to szwindel? Przede wszystkim dla tego że jest przymusowe...







