O niepełnosprawnych
- niedziela, 10, czerwiec 2018 07:49
- Andrzej Pilipiuk
Protest opiekunów ludzi niepełnosprawnych dłuższy czas przykuwał uwagę i mediów i społeczeństwa. Powiem to tak - ja odebrałem go jako kolejną zadymę stricte polityczną. W ogóle nie potraktowałem go poważnie - uznałem że kolejni przyleźli zrobić dym. I tyle. Resztę wiarygodności odebrała protestującym obecność polityków których nie lubię. Tych polityków którzy będąc u władzy nie zrobili w tej kwestii nic. Albo tych co to na co dzień są za mordowaniem dzieci z wadami rozwojowymi ale by zdobyć choćby punkt w rankingach nagle przeobrażają się w pełnych empatii obrońców pokrzywdzonych.
Nie po raz pierwszy awantury w wykonaniu grupki krzykaczy rozwalają cierpliwą, spokojną i dającą konkretne efekty pracę całego środowiska.
Zachodzi jeszcze jeden mechanizm - ludzie dzięki wypełnianiu PIT-ów wiedzą ile płacą podatków. (tj domyślają się bo jeszcze są podatki ukryte w cenie towarów...). Widzą bizantyjski przepych w jakim żyje władza, często widzą to już na poziomie władz gminy... Widzą jak nieprawdopodobna kasa idzie w błoto. Ich kasa. Przez nich zarobiona. Często zarobiona w ciężkiej harówce za marne stawki. I słysząc o tragedii ludzi ...umywają ręce. Robią to bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Dochodzą po prostu do wniosku że ich to nie dotyczy. Oni już dali ze swojej krwawicy tyle że starczy. Zapłacili władzy by zdjęła im problem niepełnosprawnych z głowy. Widzą że władza tę kasę ma i wywala garściami na głupoty jak pijany marynarz... na przykład daje milionowe dotacje na prywatny teatr. Czy muzeum które staje się rozsadnikiem antypolskiej propagandy. Albo…
W efekcie ludzie oczekują od władzy zajęcia się problemem a władza problem miewa najczęściej w d… I powstaje zaklęty krąg znieczulicy społecznej.
W razie katastrofy życiowej liczyć można wyłącznie na rodzinę, przyjaciół znajomych - a i to ze świadomością że społeczeństwo nadal robi bokami. Jednorazowa ściepa na jakiś cel, raz na jakiś czas jest możliwa. Zwłaszcza gdy prosi krewny, znajomy, ktoś w środowisku znany i godny zaufania. Sam swego czasu brałem udział w akcji gdzie zebrano bodaj 120 tyś - ale był to wyraz pewnej solidarności konkretnego środowiska. Regularne obciążenia - to już większy kłopot. Stówaka miesięcznie jeszcze każdy zdoła wysupłać. Jednak często konieczność regularnego wydawania 300-500 zł miesięcznie by wspomóc krewnego lub przyjaciela staje się problemem dla budżetu rodziny.
W dodatku w Polsce niektóre działania charytatywne można odpisać od podstawy opodatkowania - ale nie od podatku jak w wielu krajach na świecie. Są kraje gdzie np. za dolara wpłacanego na cele charytatywne podatek obniżony jest o 1,5 dolara. Zachęca się w ten sposób ludzi do działalności charytatywnej – bo władza wie że to pożyteczne. Tak buduje się więzi lokalne, solidarność społeczną... etc. w wielu krajach uznano że do kasy wpadnie ciut mniej forsy ale warto inżynierią społeczną nakłaniać ludzi do dobrego. Wyrabiać dobre nawyki.
W wielu krajach istnieją też mechanizmy dające społeczności pewna kontrolę nad sposobem wydawania pieniędzy. U nas działa to na ćwierć gwizdka w postaci tzw. Budżetów społecznych – władza łaskawie pozwala by drobny odsetek wydartych ludziom pieniędzy skierować na wskazane przez nich cele. Dano też inny ochłap - 1% podatku można przekazać na konkretny cel - to są kpiny. Miało by to sens gdyby to był 1 punkt procentowy... Przykład? ktoś zarabia 40 tyś rocznie. Płaci (zaokrąglam) 8 tyś podatku - 1% to ..80 zł. wolę od razu kopsnąć stówaka niż się bawić papierkami.
Potrzebujemy rozsądnej polityki budżetowej i większej kontroli społecznej nad tym na co idą nasze podatki. Bo pieniądze są i gdyby rozsądnie je zagospodarować zamiast kolejnych instalacji artystycznych można fundnąć auto do przewozu ludzi na wózkach. Zamiast kolejnego zbędnego etatu urzędniczego mógłby zostać zatrudniony specjalista od rehabilitacji…







