Jeszcze o żydach w lesie

Pewien odsetek z czytających te słowa spędził kiedyś noc lub kilka nocy w lesie. Rozpalili ognisko albo uruchomili kuchenkę, zagrzali sobie zupę z torebki by wypełnić żołądek czymś ciepłym. Postawili sobie namiot wleźli w śpiwory, czasem nakryli się dodatkowym kocem. Przespali do rana. Było lato. Nawet pod koniec sierpnia śpiwór narzucony kurtką wystarczy. Takie biwakowanie jest proste – w sklepach nie brak sprzętu turystycznego i to za psie pieniądze… W razie czego zawsze można iść do wsi zajść do sklepu, wsiąść w PKS do domu. Takie obozowanie, podobnie jak zabawy w survival i bushcraft dają tylko cień wyobrażenia czym jest życie w lesie. Nawet jak nasze obozowisko nie spodoba się leśnikom to grozi nam co najwyżej kilka stówek mandatu. 

Ukrywający się po lasach Żydzi nie mieli namiotów, nie mieli śpiworów. Nie mieli folii za pomocą której można uchronić się przed deszczem. Jeśli ucieczka była planowana – mogli się przygotować. Zaimpregnować koc, zebrać żywność i inne najpotrzebniejsze rzeczy. Czasem zawczasu przygotować sobie schronienie. Jeśli ucieczka następowała nagle albo udawało im się zbiec z transportu do obozu często nie mieli nic. Za schronienie służyła wtedy nora wyryta w lessowych ścianach wąwozów lub szałas ukryty w gęstwinie. Za materac - gałęzie lub słona podkradnięta z pola. Przed chłodem nocy chroniła wytarta jesionka. Palenie ognia było bardzo problematyczne – ktoś mógł wyczuć lub zobaczyć dym. Kłopotem mógł być nawet prozaiczny brak wody – jeśli w lesie nie było źródeł i trzeba było iść daleko po każdy litr. A potem przychodziła zima… Nie taka jak miniona. Zimy lat czterdziestych to było wiele dni mrozów po 15-20 stopni poniżej zera i dwumetrowe zaspy śniegu…

A jednak nawet w tak tragicznych warunkach wielu zdołało przetrwać przeszło dwa lata – od akcji „Reinhardt” – likwidacji gett wiosną 1942 do wkroczenia sowietów latem 1944. Przetrwanie w lesie było możliwe tylko dzięki pomocy Polaków.

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/