O nocy

W necie można poczytać dyskusję z autorami książki "Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski"

 https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/historia/jednego-dnia-można-kogoś-obrabować-a-następnego-już-go-zamordować/ar-AAwaQfK?li=BBr5MK7#page=1

tezy autorów są dość straszne – uważają że 2/3 Żydów którzy zwiali niemcom zostało zamordowanych przez Polaków a liczbę zbrodni szacują na 200 tyś. Wydaje mi są to raczej mało prawdopodobne.

*

Odwołując się znów do historii moich rodzinnych Wojsławic. Ok. 1600-2000 Żydów przebywało w miasteczku podczas wojny. Gdy w 1942 roku Niemcy dokonali deportacji (podobno do Chełma w rzeczywistości do Treblinki…) umknęło lub ukryło się kilkudziesięciu. Część odnaleziono bardzo szybko i rozstrzelano.

Niektórzy ukrywali się u polskich przyjaciół i znajomych. Znam trzy przypadki – dziewczynkę przygarnęło małżeństwo z Witoldowa (znali jej ojca – był handlarzem artykułów metalowych – ale nie byli zaprzyjaźnieni, po prostu żal im był błąkającego się po polach dziecka o którym wiedział też ich sąsiad). Dziewczynę która umknęła z deportacji przechował jeden z mieszkańców. Młodą komunistkę przechowali jej towarzysze partyjni we wsi Huta. (o wojnie robiła karierę w UB).

Większa i dobrze zorganizowana grupa ukrywała się w dużym bunkrze opodal Majdanu Starego wytropił ich Ukrainiec – leśniczy przysłany w nasze strony właśnie w celu tropienia Żydów żyjących w lesie polscy leśnicy jakoś „gości” w swoich lasach nie zauważali. Zostali rozstrzelani przez niemców - podaje się liczbę 46 ofiar.

Kilkoro ukrywało się w lesie za przysiółkiem Zarowie. Było tam kilka „bunkrów”. Z tej grupy ukrywających się wspomniany leśniczy schwytał dwójkę dzieci. (zostały zastrzelone przez niemieckich żandarmów z Uchań). Przypuszczam że ktoś tam mógł przetrwać, dwa lata w lesie.

Odnoście denuncjacji.

Mówiło się że ktoś podkablował rodziców wspomnianej dziewczynki – gdy wróciła do kryjówki już ich nie zastała. Zostali przez kogoś schwytani i gdzieś zabrani. Ale nie ma informacji by zostali zabici gdzieś w naszej okolicy.

Słyszałem trochę jednostkowych relacji o tym jak to Polacy zabili Ukraińców albo Ukraińcy Polaków (zaraz po wojnie – sąsiedzkie porachunki…)(Polacy między sobą też się mordowali kilka razy) i jedną że partyzanci zabili Żyda (też po wojnie – relacje są rozbieżne wedle jednych był to zwykły rabunek, wedle innych zabili go bo był komunistą).

Gadało się też o jednym człowieku że Żydów zakapował Niemcom – ale nigdy nie został o to oficjalnie oskarżony. Tak o nim gadali za jego plecami. Poza tym - wątpliwym - przypadkiem nie słyszałem nigdy opowieści o tym że ktoś z naszej gminy zakapował Żyda Niemcom, lub żeby Polak zamordował Żyda osobiście.

Skala pomocy udzielanej ukrywającym się Żydom jest mi w zasadzie kompletnie nie znana – dwie rodziny mają tytuł „sprawiedliwych”. Wiem że mój dziadek przechowywał jakiś czas żydowskie dzieci w stodole (dzieci były jego przyjaciela felczera). Woził też jedzenie w pole dla ukrywających się na Białej Górze oraz dożywiał Żydów którzy przekradali się nocami do jego domu. Ile razy, kogo, tego nie wiem – nie chwalił się. Słyszałem też o dwu brcaich z Witoldowa którzy w tajemnicy przed sobą dożywiali Żydów ukrywających się w lasach koło Majdany Ostrowskiego. Babcia p.Zofii Joszt dokarmiła żydowskie sieroty – dwoje dzieci które zachodziły do niej ale przed deportacją Żydów z Wojsławic.

Wojnę przetrwało 28 wojsławickich Żydów – tylu podaje spis ocalonych. Nie znam relacji spisanych przez ocaleńców.

*

De facto po akcji likwidacji gett w latach 1942-43 Żyd jeśli nie miał aryjskiego wyglądu, dobrego akcentu i dobrych aryjskich papierów miał szanse przetrwać tylko ukrywając się.

Żydzi którzy przetrwali lata 1939-42 w gettach najczęściej byli całkowicie spłukani – co tylko mieli wydali przez te 3 lata na żywność – która w gettach była bardzo droga. Nieliczni najbogatsi mieli złoto, waluty etc. Po udanej ucieczce uciekinierzy z reguły musieli żyć będąc na utrzymaniu Polaków i nie mogąc się w żaden sposób zrewanżować. Znaczny odsetek uciekinierów był wycieńczony głodem, a często chory – w gettach szalały choroby zakaźne nie tylko tyfus i czerwonka ale też szkarlatyna i gruźlica. Przyjęcie chorych pod dach było bardzo ryzykowne. Niemiecka propaganda podsycała strach przed żydami jako roznosicielami chorób – ale to zagrożenie było realne.

Uciekinier mógł ukrywać się wśród Polaków – było to o tyle trudne że okupacyjna nędza dotykała całego społeczeństwa – wygospodarowanie choćby żywności dla jednej lub kilku dodatkowych osób było często bardzo problematyczne. Większe szanse dawała tu wieś – zwłaszcza izolowane przysiółki i osady śródleśne.

Uciekinierzy ukrywali się także po lasach – było to jeszcze trudniejsze bo wprawdzie żywność mogli podkradać z pól ale przetrwanie w bunkrach i ziemlankach dwu bardzo mroźnych zim 1942/43 i 1943/44 wymagało bardzo starannie wykonanych i dobrze zamaskowanych schronień, żywności, nafty, odzieży – bez regularnego wsparcia polskich przyjaciół i co najmniej życzliwej obojętności leśników było w zasadzie niewykonalne. Poważniejsza choroba oznaczała w tych warunkach wyrok śmierci.

Fakt że 2/3 uciekinierów nie doczekało wyzwolenia – wydaje mi się w miarę prawdopodobny – ale obarczanie winą Polaków to zbyt daleko idący wniosek. Rzecz jasna margines społeczny istniał i dawał się we znaki. Nadgorliwi folksdojcze i pospolici bandyci niejednego wytropili, zamordowali, lub zadenuncjowali niemcom. Mogły to być tysiące przypadków. Może nawet dziesiątki tysięcy. Ale moim zdaniem ukrywających się żydów zabijał głównie głód, mróz, fatalne warunki w miejscach tymczasowego schronienia i choroby wyniesione z getta.

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/