Polska nauka po Katyniu i akcji A-B...
- czwartek, 05, kwiecień 2018 07:09
- Andrzej Pilipiuk
Związek Sowiecki i III Rzesza wymordowały dziesiątki tysięcy przedstawicieli inteligencji. Wielu cudem ocalałych nie wróciło po wojnie do kraju. Wielu z niego wyjechało - legalnie lub nie – bo nie było tu dla nich przyszłości. Po upadku komuny rządząca mentownia nie miała dla emigracji żadnej oferty. Prawie nikt nie wrócił „do starego kraju”. Układy zabetonowane w 1945 nadal rządzą naszym życiem naukowym i artystycznym.
Dziś żyjemy w kraju gdzie istnieje garstka rodów inteligenckich, a na uczelniach i w instytutach naukowych plenią się i panoszą wykształciuchy… Mamy spory potencjał – ale jest on marnowany. Brak stypendiów „katyńskich” umożliwiających wykształcenie dobrze rokujących dzieciaków z biedniejszych środowisk. Umożliwiających odbudowę warstwy społecznej unicestwionej fizycznie i rozproszonej po świecie w latach 1939-56.
Gdy studiowałem archeologię w latach 90-tych zetknąłem się wśród naszych wykładowców z pełnym przekrojem społecznym. Było kilku naukowców z prawdziwego zdarzenia. Takich którzy znają języki obce, mają na koncie odkrycia dokonane nie przypadkiem ale w wyniku połączenia wiedzy fachowej i systematycznej pracy badawczej. Przeważnie łączyli erudycję z wysoką kulturą osobistą. Byli wśród nich zarówno ludzie z rodzin o tradycji akademickiej jak i ci „z ludu” którzy wspięli się wysoko dzięki inteligencji i ciężkiej pracy.
Na drugim biegunie była mierzwa akademicka – ludzie którzy posiadali mikrą wiedzę i równie mikry staż cywilizacyjny. Tacy których nauka liznęła po wierzchu ale nie na tyle by zgubili wiechcie słomy malowniczo sterczące z butów. Drobne cwaniaczki „robiący w nauce”. Uczelnia nie była w stanie wyeliminować ich z szeregów kadry. Tolerowano nawet ludzi mających ewidentnie problem alkoholowy. Z tego co wiem przez ostatnie 20 lat nie zrobiono nic by kadry trochę przewietrzyć.







