Chwila zadumy
- poniedziałek, 02, kwiecień 2018 23:07
- Andrzej Pilipiuk
Zmarła żona Nelsona Mandeli - dysydenta z RPA walczącego przez długie lata z systemem apartheidu.
Przywykłem uważać się za zdecydowanego antyrasistę. Panujący w RPA system segregacji rasowej był dla mnie czymś wysoce obrzydliwym. Ustrój RPA w którym potomkowie Białych kontrolowali wydobycie złota, diamentów i innych cennych kopalin a Czarni autochtoni służyli jako tania siła robocza uważałem za anachroniczny przeżytek najgorszych lat kolonializmu.
Choć mój stosunek do ludzi innych kolorów skóry ostatnio mocno ochłódł nadal uważam że demontaż apartheidu był słuszny.
Zarazem czytam doniesienia co dzieje się z tym krajem po przejęciu władzy przez lokalną czarną lewicę. Po pierwsze zasoby najbogatszego kraju na kontynęcie w znacznej mierze zostały już rozkradzione i roztrwonione. Po drugie - zlewicowani Murzyni urządzając kraj "po swojemu" budują piekło na ziemi. Z mieszaniny czarnego i czerwonego wyszedł im ewidentnie kolor brunatny. Tylko tym razem ofiarą czystek rasistowskich padają biali.
Z jednej strony - nie ma co ich żałować - nikt ich do Afryki nie zapraszał. Z drugiej strony - to już czasem 5-6-7 pokolenie urodzonych tam - oni nie mają dokąd wracać, nie mają innej ojczyzny. Z trzeciej strony - misja cywilizacyjna białego człowieka w RPA kompletnie nie wypaliła. System segregacji w znacznym stopniu blokował Czarnym możliwość zbycia wyższego wkształcenia. Kadry techniczne, lekarze, urzędnicy - to wsztstko były i nadal są "białasy". Wymordowanie czy wygnanie Białych cofnie kraj cywilizacyjnie o całe dekady...
Wszystko to skończy się bardzo źle...





