O ateizmie - historycznie
- poniedziałek, 26, marzec 2018 07:11
- Andrzej Pilipiuk
Z polskiego punktu widzenia: największe krzywdy wyrządzili naszemu państwu i narodowi innowiercy oraz ateiści przy mocnym współudziale innowierczej oraz (w późniejszych epokach) komucho-ateistycznej V kolumny. (oraz quasi satanistycznej masonerii). Historii uczy się u nas po łebkach – wiemy że najechali nas wyznający islam Tatarzy, wiemy ze tłukliśmy się ile wlezie z wyznającymi islam Turkami. Dość oczywiste jest że wojny z Rosją prowadziliśmy z krajem wyznawców prawosławia. Ale już znacznie słabsza jest świadomość że potop Szwedzki był wojną z luteranami. Tymczasem „potop” był pierwszą wojną totalną z masowymi rzeziami cywili, grabieżą wszystkiego co się dało i konsekwentnym stosowaniem taktyki „spalonej ziemi” podczas odwrotu. Była to wojna w znacznej mierze religijna. Po szwedzkiej stronie wystąpili polscy protestanci. (nawet deklarujący pacyfizm arainie!). Najeźdźcy niszczyli bezwzględnie nasze świątynie - ot - przykład - Kościół św. Katarzyny na Służewiu po ograbieniu z wszystkiego co się dało Szwedzi wykorzystywali jako stajnie. Stąd zaciekła obrona Jasnej Góry. Paulini mieli informacje co dzieje się na zajętych terenach i w żadne gwarancje Szwedów ani ich sojuszników nie wierzyli.
Myślę że to był pierwszy moment w historii gdy bardzo mocno powiązała się polskość z katolicyzmem. Gdy po raz pierwszy sobie to uświadomiono. Gdy prosty podział My - ONI zmienił się w krucjatę, świętą wojnę, obonę chrześcijanstwa rzed heretykami. Mieliśmy juz wówczas tradycja walki z "poganami" - to się przełożyło - po prostu "poganie" tym razem rzyszli z północy. Wojny XVIII wieku, zabory, totalitaryzmy XX wieku tylko to poczucie wzmacniały. I z drugiej strony – zawsze stawialiśmy zaciekły opór wrogom – nawet w sytuacji wielokrotnej przewagi liczebnej (wojna o Konstytucję III Maja zakończona bitwa pod Dubienką – Kościuszko pozbawiony zapasów uzupełniający swoje wojska tylko zaciągiem ochotników stawiał twardy opór nowoczesnej armii 5-8 liczniejszej niż jego zbieranina…
Nasz naród silnie zanarchizowany nie był w stanie skupić się pod sztandarem monarchii – zwłaszcza że ostatnich władców mieliśmy baaaardzo marnych. Był za to w stanie skupić się na idei obrony katolickiego kraju przed „heretykami”. Wrogowie to rozumieli. Dlatego przez ostatnie 250 lat wszelkie próby zniszczenia naszego kraju, zwalczania polskości i wynarodowienia Polaków zaczynały się od niszczenia naszej religii. Z tego powodu innowiercy i ateiści są do dziś postrzegani w Polsce jako element co najmniej podejrzany. Mamy przykłady patriotycznych postaw innowierców. Berk Joslelwicz, Julian Machlejd etc. ale nie zdejmuje to odium z pozostałych.
Znów odwołując się do historii a raczej jest powierzchownej znajomości: np. mało kto zdaje sobie sprawę na jaką skalę zaborcy niszczyli w Polsce zakony. Mało kto dziś pamięta o fali prześladowań unitów na Podlasiu. O zamykaniu kościołów na Litwie. O powiązaniach nacisku rusyfikacyjnego z prawosławiem a germanizacyjnego z luteranizmem. O tym że w Warszawie pod koniec caratu było 47 cerkwi i kaplic prawosławnych. A ni o kasacie zakonów na zajętym rzez Prusy Pomorzu. Nacisk antykatolicki za strony Prus i Rosji był bardzo silny. Wydaje mi się że silniejszy nawet niż nacisk ateizacyjny ze strony polskich komuchów w XX wieku.
I jeszcze szerzej – patrząc na zbrodnie UPA. Wołyń to tereny na których carat 70-100 lat wcześniej skasował kościół unicki. Zabrakło naturalnego hamulca – postrzegania katolików jako braci… wiesza się psy na metropolicie Szeptyckim – ale zapomina że jego wpływy na Wołyniu były żadne.
Odnośnie innowierców niechrześcijańskich - Żydzi polscy niejednokrotnie stawali w obronie Polski i brali udział w naszych powstaniach narodowych – ale przeliczając po liczebności ich populacji – można powiedzieć że in masse zachowywali obojętność i neutralność, a czasem okazywali walczącym Polakom wrogość. Z naszymi przodkami „w pole” szła walczyć swego rodzaju elita intelektualna tego narodu – ci Żydzi którzy zdawali sobie sprawę że w Polsce da się żyć, a w Rosji, czy niemczech to już – niekoniecznie. Szli ci którzy rozumieli wspólnotę naszych losów. Są nazwiska żydowskie na liście katyńskiej, był żydowski ordynariat polowy w okresie II RP. W Polsce nie mamy typowego dla innych krajów prymitywnego antysemityzmu typu „nie-lubimy-żydów-bo-są-żydami”. U nas raczej postrzegamy Żydów jako element obcy który nie zdołał w wystarczającym stopniu zalegitymizować swojego prawa do zamieszkiwania tej ziemi. Po prostu zbyt rzadko szli z nami bić wroga. I zbyt często w chwili zagrożenia podstawiali nogę, lub strzelali naszym w plecy (lub zgoła w tył czaszki). Pamiętamy im łajdactwa i wyskoki szczególnie zdegenerowanych jednostek.
Na pierwszą okupację sowiecką patrzymy siłą rzeczy przez pryzmat prześladowań których Polacy doznali od struktur państwa sowieckiego oraz wszelakich świństw które wycinała niemała grupa ich żydowskich sąsiadów – autochtonów. Witanie wkraczających sowietów przez Żydów jest doskonale udokumentowane w tysiącach relacji i na dziesiątkach zdjęć. Także terror ze strony żydowskich milicji i grup rewolucyjnych nie jest już dziś w Polsce tematem tabu. To problem dla michnikowszczyzny - my nie boimy się o tym mówić zupełnie otwarcie. Spojrzenie szersze i dokładniejsze odsłania nam drugie dno. Przeciw Polakom wystąpili młodzi zrewolucjonizowani i zateizowani Żydzi. Paradoksalnie – to dalej się rozkręca – bo przeciw polskości, polskiej tradycji i religii występują dziś tacy ludzie jak michnik, hartman, urban, holland – którzy są ateistami w 2-3 pokoleniu, nie znają już jidysz, nie jadają koszernie a noszenie jarmułki zapewne uważają za obciach… Na tej samej zasadzie ja mógłbym ogłosić że jestem Ormianinem. Ale społeczeństwo bierze ich zapewnienia za dobrą monetę i co gorsza traktuje ich postawę jako reprezentatywną dla całej mniejszości narodowo-religijnej.
Wracając do historii. W przypadku moich rodzinnych Wojsławic – pod koniec września 1939 wkroczyli do nas sowieci. W gminie żydzi stanowili ok. 1/4- 1/3 ludności. W samych Wojsławicach zwłaszcza w rynku 2/3 -3/4. Budowania bram na powitanie armii czerwonej nie było. Żydowscy sklepikarze głupi nie byli – zapewne wiedzieli świetnie kim są sowieci bo poukrywali cały towar – sklepiki jeszcze parę dni wcześniej nieźle zaopatrzone nagle stały puste lub wręcz pozamykane.
W niedzielę naprzeciw kościoła ustawiono punkt agitacyjny na ciężarówce i zagłuszano msze puszczając rewolucyjne pieśni przez mocny głośnik. Jednak katolicy i tak mieli mniej przerąbane - bo sowieci pierwszą decyzją zajęli wojsławicką synagogę – wyrzucili sprzęty, a w budynku zrobili wielki magazyn łupów. W październiku albo na pocz. listopada wynieśli się za Bug oddając teren niemcom.
Ergo: państwo ateistyczne, mimo mocnego oparcia swoich struktur administracyjnych i siłowych o osoby żydowskiego pochodzenia było podobnie opresyjne w stosunku do różnych religii. Nie wiem jakie kroki podjęto przeciw ludności prawosławnej. A potem wkroczyli „chrześcijańscy” niemcy. Ci pierwsi którzy do nas przyszli mieli na klamrach pasów napis „Got mit uns”. Hitler wprawdzie chciał go usunąć już dobre kilka lat wcześniej – ale stara generalicja się sprzeciwiła.
III Rzesza była krajem w którym dominowali luteranie (wyjątek to katolicka Bawaria) – natomiast elity nazistowskie były albo ateistyczne albo próbowały budować własna obrzędowość odwołującą się do kultów pogańskich, nordyckich, Sparty i cholera wie czego jeszcze. W rzeszy próbowano wyrugować choinkę bożonarodzeniową… Tu sobie doczytajcie, kto ciekaw: http://joemonster.org/art/30597 . W wyborach z roku 1933 najniższe poparcie NSDAP odnotowała na terenach zamieszkanych przez niemieckich katolików. Hitler im tego nigdy nie wybaczył. U nas generalnie niewiele o tym wiemy – ale polscy księża pakowani do obozów koncentracyjnych spotykali tam niemieckich kolegów…
Przykłady religijności niektórych niemców są dla nas kompletnie szokujące. Np. w Auschwitz była kaplica w której „pociechy religijnej” mogli doznać „pracujący” w obozie wachmani. Znany jest też bodaj z Sachsenhausen lub Belsen-Bergen przypadek szwaba który miał Biblię oprawioną w ludzką skórę – jeden z więźniów pechowo miał piękny kolorowy tatuaż przedstawiający Ewę podającą jabłko Adamowi… Widać jak na dłoni – jeśli ci ludzie nawet zachowali szczątkową wiarę w Boga to potraktowali ją jak szwedzki stół – wybrali to co im pasowało…
U nas w czasie wojny niemcy aresztowali księdza proboszcza. Ukradli dzwony z kościoła. Pewnie ukradli by też dwanaście srebrnych świeczników – ale te rozesłano sąsiednim parafiom. W obozie koncentracyjnym zginął ksiądz Mysakowski – pochodzący z Wojsławic (wspaniała postać…)(dziś zaliczony do grona beatyfikowanych). Pierwsza komunia się odbyła – ale tak na ćwierć gwizdka… A potem znów przyszli sowieci…
*
Stawiam tezę ze Stalin nie był takim kompletnym ćwokiem i zdawał sobie sprawę że z Polską trzeba obchodzić się jak ze śmierdzącym jajkiem. I armia WP już w okresie formowania nad Oką miała wyznaczonych kapelanów i odbywały się msze polowe – co więcej znalazłem kiedyś relację że baaardzo się to nie podobało polskim komunistom którzy mieli stanowić tam kadrę oficerską ale na protesty usłyszeli generalnie od sowieckiej generalicji „ruki pa szwam i na mszę marsz – taka mądrość etapu”. W stolicy po wyzwoleniu odbudowano większość kościołów – nawet gigantyczną neogotycką katedrą św. Floriana na Pradze. PRL był jedynym krajem komunistycznym w którym przetrwała katolicka uczelnia wyższa – KUL. Absolwenci byli szykanowani przy zatrudnieniu – ale dyplomy państwo zasadniczo honorowało. Nastąpiła natomiast bezwzględna rzeź katolickich szkół i przedszkoli. Szkół ocalało kilka na skalę całego kraju. Przedszkoli – chyba ani jednego. Budynki konfiskowano.
Próba sił – proces księży kurii krakowskiej i internowanie prymasa Wyszyńskiego nie przyniosły rozstrzygnięcia. Na likwidację klasztorów (co nastąpiło np. w Czechosłowacji) polscy komuniści się nie odważyli. Jeszcze ciekawostka – w Krakowie na Starym Mieście przy ul. Wiślnej jest cerkiew unicka. Posiada niezwykły ikonostas – niekanoniczny – malowany przez Jana Matejkę i jego uczniów. Cerkiew ta była zamknięta od 1946 do 1992 roku a krakowskich unitów kątem przytulał jeden z kościołów katolickich który dał im jedną kaplicę na ich potrzeby… Dlaczego cerkiew stała pusta? „Za karę” w 1940 roku wziął tam ślub niejaki St.Bandera… Ale to chyba był pretekst tylko. Cerkiew prawosławna patriarchatu moskiewskiego działała.
Przez cały okres komuny trwała forsowna ateizacja struktur wszystkich organizacji państwowych lub zależnych od państwa. Znów przykład z Wojsławic – w latach 60-tych była wizytacja biskupia – było przyjęte że biskup jedzie autem ale od granicy parafii towarzyszy mu bnanderia – poczet konny złożony z najznamienitszych gospodarzy. W Wojsławicach zrobiono z tego wielką aferę bo w banderii udział wzięli umundurowani strażacy. Podobnie kłopoty były jeśli strażacy czy harcerze poszli w procesji na Boże ciało. Chodziło o to by „jednostki mundurowe” brać udział mogły wyłącznie po cywilnemu. Zdaje się przez place patrzono na warty strażackie przy Grobie Pańskim na Wielkanoc – tu była bardzo mocna tradycja.
Z mojego punktu widzenia: gdy mieszkałem na Szmulkach w latach siedemdziesiątych (niewiele pamiętam), osiemdziesiątych a potem od poł osiemdziesiątych na nowej Pradze było już całkiem spoko – tj. chodziło się na religię do salki katechetycznej – nikt z belfrów nie filował kto chodzi a kto nie chodzi. W szkole temat nie istniał. Nie słyszałem o żadnych naciskach w rodzaju „kto chodzi na religię nie może mieć wzorowego sprawowania” etc. Na religię chodzili też syn milicjanta i synalek ubeka. Gdy koledze umarła mama cała niemal klasa z wychowawczynią posła na mszę pogrzebową - pierwsze 4 lekcje byliśmy we czwórkę-piątkę potem doszła reszta – nie było z tego powodu żadnej afery. Natomiast z tego co pamiętam nigdy nie spotkałem żadnego nauczyciela w kościele. Ale i kolegów z klasy spotykałem bardzo sporadycznie. Po ukończeniu podstawówki regularnie widywałem tylko dwie znajome dziewczyny – czasem wymienialiśmy grzeczności. To moje pokolenie miało już do kościoła jakby pod górkę… Z okresu komuny pamiętam że nie było problemu z procesjami Bożego Ciała – tylko trasa na nowej Pradze była skromniejsza – procesja chodziła wokół placu J.Leńskiego (paradoks no nie? Procesja religijna na placu im. taaakiego komucha). Milicja na czas procesji odcinała ruch uliczny. Teraz idzie się dłuższą trasą. Paradoksalnie – to w latach 90-tych na ul. Stalowej był incydent rzucania petardami w procesję.
Inna sytuacja panowała w Nowej Hucie. Do końca lat osiemdziesiątych chodzący na religię byli obserwowani przez ludzi ze szkoły. Teść mi opowiadał że jeszcze w latach osiemdziesiątych w szkole w centrum Krakowa na radzie pedagogicznej pojawiły się głosy ze szkoła powinna w niedzielne poranki organizować atrakcyjne zajęcia dla młodzieży by ją odciągnąć od kościoła. Stare belferstwo które to zgłaszało zostało przez młodszych uznane za idiotów.
Ergo: ze zderzenia z ateistycznym totalitaryzmem Polacy wyszli jeszcze bardziej spolaryzowani – dziś w powszechnym osądzie Polak to katolik (nawet jak z praktykowaniem religii u niego kuso i do kościoła ma pod górkę). Istnienia innowierców chrześcijańskich „zbiorowa mądrość narodu” jakoś w ogóle nie przewiduje – jak się o nich wspomina to w kategoriach sekciarzy wrzucając do jednego worka ze świadkami Jechowy czy buddystami. Ateista to dziś ktoś automatycznie zaliczany do lewicy „żyd”, ubek, milicyjny synek, komuch lub chociaż feministka. (krzywdzące dla wielu ale cóż – taka spuścizna historii). Negatywny wpływ na sytuację społeczną mają z pewnością wyskoki ostatnich wojujących lewicowych ateistów w rodzaju palikota czy hatrmanna – Polacy są przekorni i zanarchizowani ale zarazem istnieją pewne granice. Postulat depenalizacji pedofili, „miss Grodzka” w sejmie, czy dyskusje o legalizacji kazirodztwa podziałały na społeczeństwo jak płachta na byka.
Patrząc szerzej – feministki to ostatni liczący się matecznik wojującego ateizmu. Antyklerykalizm wymiera wraz z pewnym pokoleniem. Urban już się szykuje do krainy wiecznego śledztwa – lewicowa gówiarzeria postrzega go jako jakiegoś tam dziadka-alzheimera albo zgoła o nim nie słyszała. Gdy chodziłem do liceum – zaraz po 1989-tym człowiek kupował „wybiórczą” dla artykułów, felietonów, reportaży, dla drukowanego w odcinkach „Imperium” Kapuścińskiego. Wraz z nabieraniem wiedzy o świecie coraz więcej tekstów budziło zdziwienie lub niesmak – gazeta też wywalała niepokornych autorów i skręcała w lewo. Gdy byłem na studiach widok kolesia z „wybiórczą” w ręce budził już uśmiechy politowania. Trzymał się jeszcze jakoś duży format – piątkowy dodatek – ale nie był na tyle ciekawy by wydać te 1,5 zł. Ale pokolenie naszych rodziców to czytało. I czasem nadal czyta. Michnik jest dziś nikim – dla młodszego pokolenia to jakiś frajer który usiłuje udawać że jest jeszcze choć trochę ważny. Dla kolesi z Krytyki Politycznej to już tylko dychawiczna krowa którą jeszcze chwilę można podoić zanim padnie… Ma dać kasę i szpalty w swojej gazecie pod publikację ich mądrości i nie wtrącać się do ich ruchu. Za to „nasze żydki” znów sobie chyba nagrabią – pracownicy muzeum Polin cyknęli się zbiorowo ubrani na czarno by wesprzeć czarny piątek. Ich wpis szybko zniknął z netu (ktoś tam u nich jednak ma trochę oleju w głowie) ale screny latają już po sieci…
Zasadniczo wydaje mi się że to się stopniowo i powolutku prostuje. Agresywna wojująca ateistyczna lewica jest powszechnie traktowana jak margines społeczny. PiS ze swoimi socjalistycznymi pomysłami zagospodarował elektorat który mógłby głosować na lewicę. Masa ludzi myśli w kategoriach „no dobra niech już będzie moherowo ale za to 500+ dają”, smarkateria które w normalnych krajach zajmuje się chlaniem, ćpaniem i kombinowaniem co by tu bzyknąć u nas wkręca się w patriotyzm. Kibolstwo które za granicą chla i tłucze się po ryjach u nas (w przerwach miedzy chlaniem i rąbaniem się maczetami) jednak zajmuje się porządkowaniem grobów powstańców oraz rozwija kult żołnierzy wyklętych. Kościół prowadzi wśród tej czeredy skuteczną misję chrystianizacyjną – czego przejawem sa pielgrzymki kiboli ba Jasną Górę. Wyautowanie lewicy z głównego nurtu życia społecznego daje większą swobodę życia codziennego tym normalniejszym ateistom. Przestają być postrzegani jako komuchy. Przestają być postrzegani jako element jednoznacznie obcy i wrogi.
Pisałem już tutaj: marzy mi się normalne państwo. Jakie w którym większość nie depcze mniejszości a mniejszości nie podgryzają większości. Gdzie każdy może swobodnie wierzyć w co zechce (choć obawiam się że da islamu trzeba będzie zrobić wyjątek). Gdzie każdy może sobie znaleźć swoje miejsce i gdzie każdy powinien mieć świadomość gdzie jest jego miejsce… I gdzie wszystko działa jak należy.






