O ateizmie

W kraju mamy zasadniczo kilka grup ateistów. Stopniując:

Są ludzie którym nie po drodze jest z kościołem – w coś tam wierzą, lub wydaje im się że wierzą ale z różnych przyczyn uważają za zbędne pośrednictwo kapłanów.

Są ludzie którzy utracili wiarę i po prostu odsunęli się od religii. Wiara innych czy własnych dzieci nie burzy im spokoju.

Są ludzie demonstrujący swój ateizm jako coś eleganckiego i nowoczesnego „zobaczcie jakie fajne jest życie bez zabobonów”

Są wojujący ateiści – najczęściej ateiści-neofici odrzucający którzy samodzielnie porzucili religię i agresywnie odnoszący się do spraw wiary instytucji kościoła, świąt i tradycji.

Są wreszcie ateiści czynnie walczący z religią i jej przejawami gotowi do przemocy fizycznej a w razie zdobycia choć odrobiny władzy usiłujący szykanować każdego kogo postrzegają jako "mohera".

Osobno stawiam przypadki stricte psychiatryczne – bluźnierstwa i agresja wobec religii jest jedną z możliwych postaci nerwicy natręctw.

*

Istnienie ateistów większości typów stanowi pewien problem społeczny gdyż jako zbiorowość mimo wewnętrznych podziałów stanowią naturalny rezerwuar niebezpiecznych i toksycznych ideologii – zwłaszcza lewicowych.

W razie przekonań prawicowych ci ludzie będą budowali kapitalizm oparty na krwiożerczym wyzysku – bo nie uznając nadrzędności praw moralnych nie mają „bezpieczników”.

*

Po prostu trudniej pewne postawy życiowe opierać na filozofii humanistycznej, aby wytworzyć w sobie wewnętrzny gorset warunkujący postepowanie etyczne trzeba przebrnąć przez zwały rozważań. Poczytać pisma filozofów, etyków, socjologów, psychologów, publicystów, ideologów… Rozprawy uznanych autorytetów moralnych i intelektualnych. Zapisy dyskusji uczonych mężów. De facto trzeba by poznać ze dwa regały książek. Do tego niektórzy autorzy mogli mieć rację w jednych kwestiach a mylić się w innych. Więc całość trzeba by czytać z krytycznym nastawieniem. I słownikiem wyrazów obcych.

Oczywiście studiując „oświeconych” trafimy na szereg min. Wolter uważał że Murzyni są przeklęci przez Boga skoro ich dusze pojawiły się w tak szpetnych ciałach – ale odmawiał im pełni człowieczeństwa bo uważał że gdyby uznać ich za ludzi trzeba byłoby ich traktować po ludzku a tym samym cena cukru dostarczanego z kolonii bardzo by wzrosła… Hercen uważał że wszystko co służy rewolucji jest moralnie usprawiedliwione. Nitzche wymyślił sobie że rację ma „nadczłowiek” czyli ten kto jest w stanie przyładować wszystkim w zęby…

*

Religia jest PROSTSZA bo posiada „ściągawki” dla niekumatych – dziesięcioro przykazań, „kazanie na Górze” katalog grzechów głównych, wykaz cnót kardynalnych, wykaz grzechów wołających o pomstę do nieba etc. De facto w katolicyzmie wystarczy wykuć treści mieszczące się na jednej kartce formatu A4 by wiedzieć jak postępować w większości wypadków życiowych.

Uzasadnienie wszystkiego jest bardzo proste: Bóg życzy sobie abyśmy tak postępowali. Rozkminiając to „na rozum” stwierdzamy że ma to sens bo fajnie byłoby żyć w świecie gdzie się nie zabijamy wzajemnie, gdzie sąsiad nie bzyka naszej żony, gdzie nas nie okradną, a wokoło będą ludzi cisi, pokorni i czystego serca.

*

„Na pocieszenie” dla ateistów dodam że podobny kłopot co nimi mamy z katolikami którzy nie mają zielonego pojęcia o swojej religii – którzy nigdy nie próbowali pogłębić wiedzy wyniesionej z lekcji religii, a to co katecheta wbił im do głów szybko zapomnieli. Z ludźmi którzy uważają się za wierzących a nie są w stanie słuchać ze zrozumieniem kazań na niedzielnej mszy i generalnie szwankują u nich takie cnoty jak moralność, uczciwość, wierność, miłość bliźniego etc. Widać wykucie informacji z jednej kartki A4 okazało się dla niektórych zbyt trudne…

Jeszcze większy problem bywa z protestantami. Są wśród nich odłamy tradycyjno-purytańskie. Są dobrzy i sensowni ludzie. Ale in masse – pokłosie reformacji to kompletny horror. Przy całym nacisku na indywidualne i zbiorowe studiowanie Biblii potraktowali ją jak szwedzki stół – wybrali co im pasowało. Podporządkowali też kapłanów wiernym – jako swego rodzaju wynajętych ludzi… A poza tym uważają że Bóg ich kocha mimo wszystko i nie trzeba się jakoś szczególnie starać…

*

Patrząc przez pryzmat mojego życia: najgorsze chyba świństwo jakie mnie spotkało spadło na mnie ze strony „serdecznego przyjaciela” który był ateistą w drugim pokoleniu i z mocno komunistycznej rodziny.

Najbardziej malowniczy upadek człowieka jaki obserwowałem w moim dalszym otoczeniu to był przypadek chłopaka który pochodził z dobrej patriotycznej rodziny (powstania, legiony, żołnierze wyklęci) ale też był ateistą w drugim pokoleniu.

O szczegółach nie będę się rozpisywał – ale w obu przypadkach było to wyrżnięcie pustym łbem dno, przebicie metra mułu i entuzjastyczne drążenie odwiertu…  

*

Czegoś im zabrakło. Z obserwacji ich uwarunkowań domowych pamiętam nowoczesne kumpelskie stosunki z rodzicami, luzacki stosunek do wszystkiego, niemaskowaną pogardę wobec religii i wysoki poziom materialny egzystencji. O ojcu jednego słyszałem że mieszkanie zdobył podkablowawszy iż mieszkająca tam wcześniej staruszka posiada „nadmetraż”. (wie wiem czy to prawda ale źródło wydaje mi się wiarygodne…). Chłopakom zabrakło pewnej dyscypliny moralnej, kindersztby, świadomości dobra i zła choćby na poziomie „nie bzykaj dziewczyny bliźniego swego”, oraz inteligencji podpowiadającej „orżnięcie najlepszego kumpla na 200 zł to zły interes”. Jednemu zabrakło też instynktu samozachowawczego który mówi normalnemu człowiekowi ze narkotyki to zły pomysł na życie. Aha – rodzicom jednego dodatkowo zabrakło świadomości że jak się umawia na cały dzień ciężkiej harówki to wypada potem wypłacić parę groszy… Ale to mieli chyba genetycznie bo kilka lat temu i syn mi nie zapłacił – tym razem za dwa tygodnie roboty.

*

Stawiam tezę że wyzwolenie z pęt moralności, odrzucenie pewnego gorsetu etycznego spowodowało „erozję” charakterów która w ciągu dwu trzech pokoleń prowadziła nieuchronnie do degeneracji z deficytem empatii i zanikiem świadomości zła czynionego innym.

*

Z drugiej strony na religię chodzili ze mną synek milicjanta i synek „taksówkarza” (takiego taksówkarza którego nikt nigdy nie widział za kierownicą taksówki za to jeden z sąsiadów spotkał go kiedyś na korytarzu pewnego budynku pełnego smutnych panów…). Obaj niby to byli religijni, obu określiłbym jako agresywnych przygłupów. Jeden dodatkowo miał lepkie paluszki o czym przekonałem się zupełnie przypadkiem gdy w porę odwróciwszy głowę uratowałem kanadyjską ćwierćdolarówkę właśnie wędrująca w stronę jego kieszeni… Ale to nie byli moi kumple więc gdy okazali się nierogacizną bolało jakby mniej. Ergo: religia jakby liznęła ich po wierzchu ale nie przesiąkła w głąb. W każdym razie nie na tyle by wytworzyć w nich system odruchów mówiący np. że staruszce w tramwaju wypada ustąpić miejsca… Po ukończeniu podstawówki żadnego z nich nie spotkałem nigdy w kościele.

*

Nie każdy kto chodzi na religię a potem do kościoła stanie się automatycznie dobrym. Wiara daje pewne ukierunkowanie – ale trzeba to samodzielnie pogłębiać i rozwijać. Wierzyć trzeba świadomie. No i wykuć podstawy – wspomnianą kartkę z najważnieszymi ściągawkami i zastosować zawarte w niej generalia we własnym życiu. Ateizm postrzegam jako dodatkowy czynnik ryzyka. Nie każdy kto pija alkohol zostanie alkoholikiem. Nie każdy ateista zostanie łajdakiem. Nie każdy muzułmanin zostanie terrorystą. Ale ryzyko rośnie.  

 

do tego będzie jeszcze garśc rozważań historycznych - ale nie wiem kiedy napiszę - z czasem kompletny klops...

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/