O Resrerchu
- czwartek, 08, marzec 2018 11:33
- Andrzej Pilipiuk
Wyimek z dyskusji na Weryfikatorum.
**************************************************************************************************************************************
Powiedzmy tak:
Żeby dobrze pisać - pewnych rzeczy należy doświadczyć. I poprowadzić samochód i przespać noc w szałasie i stanąć za sterem jachtu.
By dobrze opisać miejsce - nawet jak opis jest dość zdawkowy - warto to miejsce zobaczyć. Na zdjęciach, na filmach, a najlepiej osobiście.
Sprawić by punkt na mapie stał się czymś bardziej realnym.
Warto czytać stare gazety i to od A do Z - z ogłoszeniami drobnymi i komunikatami urzędowymi włącznie. To dużo mówi o tamtych ludziach. Warto oglądać zdjęcia i obrazy z lupą w ręce. notować w pamięci detale które wrzucone w tekst nadają potem polor autentyzmu. Warto czytać pamiętniki z epoki a jeszcze lepiej dzienniki ludzi. Takie pisane na gorąco dzień po dniu.
Są cenniejsze poznawczo - bo wspomnienia spisane po wojnie przechodzą przez pewien filtr - ludzie opisują to co było ważne, to co dało skutki w przyszłości. Pomijają "duperelki", wreszcie zapominają - wydarzenia ważniejsze wypierają te mniej ważne...
Pisząc "Wielbłądzie masło" korzystałem z wiedzy która miałem z dzienników wojennych Zenona Waśniewskiego - malarza z Chełma. Notował nie tylko niemieckie zarządzenia ale też np zasłyszane w kolejkach i przez radio plotki.
Pisząc z kolei drugie opowiadanie okupacyjne "Wilcze leżę" wykorzystałem wspomnienia p.Zofi Joszt - które przygotowywałem do druku. wziąłem z nich informację że w czasie okupacji ludzie wywoływali duchy by pytać kiedy skończy się wojna, oraz okupacyjny sposób picia kawy.
Sam pomysł ukrywania się w norze wykopanej w lesie tez jest autentyczny - dokładnie to robili wojsławiccy Żydzi - w okolicznych debrach mieli lepiej gorzej zamaskowane kryjówki. Grupa mieszkańców nosiła im jedzenie. Niektórzy dotrwali do końca wojny. Tropiący uciekinierów leśniczy-kanalia też jest inspirowany takim jednym szkopskim sługusem.
Ogólnie rzecz biorąc oba teksty mają bardzo ciężki i duszny wojenny klimat - ale różnych wspomnień okupacyjnych naczytałem się sporo.
Added in 17 minutes 6 seconds:
Odnośnie detali - archeologia jest nauką w której oglądając rzecz wydobytą z ziemi zadajemy sobie pytania: co to jest, do czego służyło, jak się tego używało, dlaczego wykonane jest tak a nie inaczej.
W jednym z opowiadań o Robercie Stormie (bodaj "Szewc z Lichtenrade") bohater posługuje się neolitycznym krzemiennym nożykiem. Opisałem po prostu taki nożyk który osobiście znalazłem na boisku przy osiedlu "Złocień" w Krakowie.
http://pilipiuk.com/index.php/galeria/rone (druga fotka)
do opowiadania "Wujaszek Igor" czytałem podręczniki kolejarskie z lat 50-tych. Nie miałem dostępu do parowozu, ale analizowałem schematy, zdjęcia, doczytałem że wokół kotła są zworki, że lokomotywa ma piaskarkę, dowiedziałem się co może się zepsuć, jak to naprawić i na czym polega ruszanie na cudzej parze.
w opowiadaniu "2586 kroków" (napisane jesienią 1999) wykorzystałem fakt że zwiedziłem muzeum trąd w Bergen urządzone w dawnym leprozorium. widziałem pokoiki chorych, kuchnię, pomieszczenia na piętrze (chyba dla personelu), widziałem sprzęt którym dysponował Gerhard Armauer Hansen - w tym mikroskop którego użył do odkrycia bakterii. Do tego po powrocie do kraju duuuużo odczytałem. I podręczniki chorób tropikalnych i coś z historii medycyny i wspomnienia zakonnika który to draństwo złapał...
dzięki temu mogłem opisać i próby stosowania kompletnie dzikich kuracji (chininowo arszenikowa...) i test pilokarpinowy.
W kontynuacji - opowiadanie "Reputacja" (eee? 2014 chyba) miałem już znacznie lepsze korzystałem z google-tłumacza by poczytać trochę norweskich artykułów naukowych, sprawdzałem sobie na zdjęciach z archiwum uniwersytetu czy stały już konkretne budynki, dogrzebałem się informacji czy do miasta docierała już linia kolejowa i linia telefoniczna...
Ogrom pracy której 90% czytelników nie dostrzeże.
Added in 19 seconds:
Odnośnie detali - archeologia jest nauką w której oglądając rzecz wydobytą z ziemi zadajemy sobie pytania: co to jest, do czego służyło, jak się tego używało, dlaczego wykonane jest tak a nie inaczej.
W jednym z opowiadań o Robercie Stormie (bodaj "Szewc z Lichtenrade") bohater posługuje się neolitycznym krzemiennym nożykiem. Opisałem po prostu taki nożyk który osobiście znalazłem na boisku przy osiedlu "Złoceń" w Krakowie.
do opowiadania "Wujaszek Igor" czytałem podręczniki kolejarskie z lat 50-tych. Nie miałem dostępu do parowozu, ale analizowałem schematy, zdjęcia, doczytałem że wokół kotła są zworki, że lokomotywa ma piaskarkę, dowiedziałem się co może się zepsuć, jak to naprawić i na czym polega ruszanie nie cudzej parze.
w opowiadaniu "2586 kroków" (napisane jesienią 1999) wykorzystałem fakt że zwiedziłem muzeum trąd w Bergen urządzone w dawnym leprozorium. widziałem pokoiki chorych, kuchnię, pomieszczenia na piętrze (chyba dla personelu), widziałem sprzęt którym dysponował Gerhard Armauer Hansen - w tym mikroskop którego użył do odkrycia bakterii. Do tego po powrocie do kraju duuuużo odczytałem. I podręczniki chorób tropikalnych i coś z historii medycyny i wspomnienia zakonnika który to draństwo złapał...
dzięki temu mogłem opisać i próby stosowania kompletnie dzikich kuracji (chininowo arszenikowa...) i test pilokarpinowy.
W kontynuacji - opowiadanie "Reputacja" (eee? 2014 chyba) miałem już znacznie lepsze korzystałem z google-tłumacza by poczytać trochę norweskich artykułów naukowych, sprawdzałem sobie na zdjęciach z archiwum uniwersytetu czy stały już konkretne budynki, dogrzebałem się informacji czy do miasta docierała już linia kolejowa i linia telefoniczna...
Ogrom pracy której 90% czytelników nie dostrzeże.







