10 lat później
- środa, 06, grudzień 2017 11:30
- Andrzej Pilipiuk
Dziesięć lat temu – w roku 2007 podliczyłem i podsumowałem moje osiągnięcia. Miałem już na koncie trylogię o kuzynkach Kruszewskich, pięć tomów Wędrowycza, dwa zbiory opowiadań bezjakubowych. Oceniłem tempo prac. Oceniłem wzrost sprzedaży każdego tomu, wzrost dochodów z roku na rok. Przekroczyłem już wówczas trzydziestkę. Znajdowałem się w momencie życia kiedy człowiek posada już znaczne doświadczenie zawodowe, a jest młody - ma jeszcze siły by tyrać jak wariat. Podobała mi się ta wizja. Przez dziesięć lat nie odpuszczę – będę harował jak wół i dobiję się swego. Odgryzę.
Z wszystkich wyliczeń wyszło mi że do roku 2017 powinienem zarobić tyle by normalnie żyć i do tego odłożyć ok półtora miliona złotych. Kwota ta sensownie ulokowana zapewniłaby mi i mojej rodzinie w miarę regularne dochody i spokojny byt. Trzeba było tylko wylać wiadra potu i krwi. Nie boję się pracy. Zaplanowałem prace na kolejne lata. Szykowałem się do mocnego uderzenia cyklem „Oko Jelenia” (pierwszy tom ukazał się w 2008 roku).
W 2007 roku władzę przejęła PO. Nie podobali mi się „personalnie”. Ich postawa w latach 2005-2007 była dla mnie odrażająca. Ale program 3 x 15% (PIT, CIT i VAT) wyglądał sensowne. Do tego dostali kraj w dobrym stanie ekonomicznym - z bardzo niskim deficytem budżetowym, bardzo niskim bezrobociem. Kraj w którym faktycznie kilkoma posunięciami można było uzyskać znaczący wzrost gospodarczy.
Założyłem że przemęczę się jakoś. Nie przewidziałem że to ekipa grabarzy zadaniowana przez unijnych mocodawców na zniszczenie polskiej gospodarki. Nie przewidziałem że plan 3 x 15 to tylko pic na wodę. Zaczął się kryzys. Wzrosło bezrobocie. Książka to produkt wrażliwy. W 2011-tym wszedł vat. Nastąpił pożar stepu. Straty polskiej kultury okazały się horrendalne.
Zaciskałem zęby i biegłem by nie upaść. Oko Jelenia które miało być taranem, które miało pozwolić mi wypłynąć na szerokie wody stało się tarczą do łagodzenia kolejnych ciosów. Tusk ukradł mi kawał życia.
Dekadę temu założyłem 10 lat harówy i emerytura. Sprawdziła się połowa planu: dziesięć lat harówy.
3 lata temu byłem pewien że rządy PO definitywnie się kończą. Afery wybuchające jedna po drugiej wskazywały że ekipa tuka i kopacz kradnie ile wlezie by skorzystać z ostatnich miesięcy u koryta… Napisałem „Reputację”, „litr ciekłego ołowiu” i „Sowie zwierciadło” trzy mocne książki by nabrać rozpędu. By wzmocnić pozycję przed nastaniem zmian. Kaczyzm powitałem „Konanem destylatorem” i „wilczym leżem” – ale uderzenie taranem 5 „mocnych” książek nie przyniosło spodziewanych rezultatów. Jest dobrze. Szału nie ma…
Rządy PiS przyniosły częściowy powrót do sytuacji sprzed dekady. Znów mamy wzrost gospodarczy. Znów spadło bezrobocie. Książki znów sprzedają się ciut lepiej. Zarazem sytuacja jest o wiele trudniejsza. Podatek vat nadal dławi i paraliżuje rynek książki. Mamy też połowę tych księgarni które pracowały w 2007 roku. Ogromne rzesze potencjalnych czytelników siedzą na emigracji. Władza niestety nie myśli o rozwiązaniach systemowych - PiS zachłysnął się sukcesem uszczelniania systemu. Dodatkowymi miliardami których nie ukradła mafia vatowska i które zasiliły budżet. Nie dziwię się że są z siebie dumni. Dokonali wiele. Zarazem widzę że sukces programu „wystarczy nie kraść” sprawił że spoczęli na laurach. A trzeba iść dalej. Zapewnić stabilne fundamentu wzrostu gospodarczego na lata chude…
Mój plan? Kolejne dziesięć lat harówy ponad siły? Chyba trzeba będzie. Co potem? Emerytura? No cóż raczej się nie uda…






