Nieukarani...
- środa, 27, luty 2013 09:21
- Andrzej Pilipiuk
Komuniści w latach 1944-1956 zamordowali w Polsce około 200 tysięcy ludzi. Około 50 tysięcy przeszło przez śledztwa w kilkudziesięciu różnych więzieniach i wyroki na nich wykonane zostały w jakiś sposób zaprotokołowane. Reszta poległa w walce, zginęła w ubeckich pacyfikacjach wsi lub ujęta została zamordowana bez jakiegokolwiek dochodzenia.
Dziś odnajduje się groby „Żołnierzy Wyklętych”, na podstawie kodu DNA identyfikuje szczątki najlepszych polskich patriotów. Nadal poszukuje się grobów tysięcy ofiar czerwonego reżimu. Nadal trwają procesy nielicznych ubeków których zdołano postawić przed sądem.
W 1989-tym nastąpiło bankructwo komuny. Od 23 lat żyjemy w wolnym kraju. Przez 23 lata sprawiedliwość zdołaliśmy wymierzyć tylko nielicznym zdegenerowanym jednostkom. Zabrakło nam odpowiednika „Procesów Norymberskich” zabrakło procesów załóg komunistycznych łagrów i więziennych strażników. Zabrakło jasnego rozdzielania dobra i zła. Zabrakło surowego napiętnowania zdrajców i łajdaków.
Przez 23 lata nie zdołaliśmy odnaleźć grobu rotmistrza Pileckiego. Nie byliśmy też w stanie wydusić z byłych ubeków informacji gdzie Go pogrzebano choć z cała pewnością żyją bok nas ludzie posiadający tą wiedzę.
Do dziś prawda o tamtej epoce nie przebiła się do świadomości ogółu, a obraz walki z ludobójczym reżimem w oczach mojego pokolenia kształtują nieliczne i przeważnie głupawe filmy w rodzaju pseudokomedii „Pułkownik Kwiatkowski”.
Procesy załogi Oświęcimia, zwłaszcza te toczące się w RFN nie przyniosły ofiarom poczucia sprawiedliwości. Z przeszło 40 sądzonych w Polsce katów powieszono ponad połowę. Wielu obozowych wachmanów odsiedziawszy symboliczne wyroki rozpłynęło się w społeczeństwie Republiki Federalnej. Niemniej jednak te procesy się odbyły. Możemy znaleźć stenogramy szokujących zeznań i ofiar i oprawców. Cały świat zna dziś słowo Auschwitz i cały świat potępia nazizm.
O sowieckich łagrach słyszeli nieliczni. O polskich ofiarach komunistycznego terroru za granicą nie wie praktycznie nikt. Demokratyczne kraje zachodnie udzieliły azylu komunistycznym bandziorom i odrzucają wnioski o ich ekstradycję. Polska jest za słaba by wzorem Izraela porywać ich lub likwidować w miejscu zamieszkania.
Postawienie przed sądem dało oskarżonym nazistom okazję do refleksji i przyjrzenia się swoim „dokonaniom” były komendant obozu Rudolf Hoess skorzystał z tej szansy – ocenił krytycznie swoje życie, zrozumiał wagę swoich zbrodni i przed egzekucją spisał wstrząsające wspomnienia.
Komunistyczne ścierwa z rodzaju wolinśkiej, czy morela odchodzą do krainy wiecznego śledztwa, nie tylko nie ukarane ale nawet nie napiętnowane. Słynny zdrajca Ludwik Kalkstein-Stoliński, agent gestapo i UB, zidentyfikowany pod koniec życia, jeszcze na łożu śmierci mataczył podsuwając dziennikarzom dzikie konfabulacje na temat swojej roli. Nieliczni komuniści stawiani dziś przed sądem do końca grają twardzieli. Mogą sobie na to pozwolić – nasz wymiar sprawiedliwości sam umoczony po uszy prowadząc dochodzenia i ferując wyroki wykazuje się znaczną pobłażliwością.
Z długiego szeregu czerwonych łajdaków wyróżnia się jedynie Julia Brystiger „Krwawa Luna” śledcza, fanatyczna komunistka a do tego według wspomnień więźniów zboczona seksualnie sadystka przed śmiercią zrozumiała chyba ogrom swoich zbrodni i przyjęła chrzest. W przeciwieństwie do Hoessa nie zdecydowała się jednak na spisanie wspomnień.
Nienazwane i nienapiętnowane zło rozlewa się jak smoła brukając coraz to nowe miejsca. Naziści z Auschwitz odsiedziawszy wyroki wydobyli ze schowków złote zęby swoich ofiar i zainwestowali w legalne interesy. Potomkowie komunistycznych bandziorów są w dzisiejszej Polsce biznesmenami, ludźmi mediów, sędziami, politykami z pierwszych stron gazet.
Nieukarane zbrodnie zrodzą kolejne. Może szybciej niż nam się wydaje…







