Głodne dzieci?
- poniedziałek, 25, luty 2013 20:58
- Andrzej Pilipiuk
"Wprost" ogłosił że w Polsce jest 100 tyś bezdomnych dzieci. Z wczytania się w artykuł wynikało że tytuł te to głownie przenośnia – chodziło o dzieci przebywające w domach dziecka oraz zaniedbywane w patologicznych rodzinach. Oczywiście jest to problem – jednak jego rozwiązanie nie jest szczególnie trudne – wystarczy nieco poluzować debilne procedury adopcyjne które sprawiają że przygarnięcie dziecka wymaga nie tylko fantastycznych dochodów ale i przejścia przez kilkuletnią biurokratyczną mękę. Obecnie w kolejce na dziecko do adopcji czeka się około 3 lata. Domy dziecka pękają w szwach – ale zaledwie 3% z nich to biologiczne sieroty – reszta zazwyczaj ma rodziców. Jeśli prawa rodzicielskie odebrano tylko jednemu z nich dziecko do adopcji nie trafi – zostanie do pełnoletności w „bidulu”.
Należałoby też rozważyć ułatwienie przepisów jeśli chodzi o odbieranie dzieci rodzinom skrajnie patologicznym – tu jednak wkraczamy na śliską ścieżkę która wiedzie nas wprost do modelu szwedzkiego – czyli wszechwładzy urzędasów wtrącających się w każdy niemal aspekt życia człowieka… Należałoby też tworzyć programy osiedleńcze – umożliwić takim dzieciakom zdobycie jakiegoś lokum po zakończeniu okresu opieki państwa.
Jakiś czas później w sukurs pseudodziennikarskim oszołomom przyszedł portal niezalezna.pl ogłaszając że głoduje 1/3 dzieci z klas 1-3 – padła tu liczba 800 tyś dzieci niedożywionych. Szczerze powiedziawszy nie wydaje mi się by ta liczba miała jakiekolwiek odbicie w rzeczywistości. Jest zapewne szacowana na podstawie ilości wydawanych posiłków i dzieci objętych akcjami dożywiania. Tak powszechne niedożywienie byłoby bowiem wyraźnie widoczne w zaburzeniach średniej wzrostu dzieci. (niekoniecznie w wadze – bo tzw. śmieciowe jedzenie, wszechobecne tłuszcze roślinne i wędliny nafaszerowane soją produkują ubogich grubasów).
Żywność jest dziś droższa niż za rządów PiS – kiedy to była w stosunku do zarobków najtańsza w historii. Ale nie dajmy się zwariować. Każdy kto gotował kaszę pęczak wie ile posiłków zrobić można z kilograma – a kilogram kosztuje …4 złote. Na wsiach problem głodu dzieci wynika tylko i wyłącznie z alkoholizmu lub niedorozwoju umysłowego rodziców. Tysiące hektarów nieużytków, zdziczałe sady miliona opuszczonych gospodarstw, chwast pleniący się na miedzach. Nawet przy bardzo szczupłych areałach własnych można trzymać kozy i króliki. Moi dziadkowie trzymali…
Dzisiejsza wieś jest przerażająco cicha. Prawie nikt nie trzyma krów – „bo się nie opłaca”. Nikt nie trzyma drobiu – czasem u jakiegoś staruszka biega kilka kur – siłą przyzwyczajenia… Nasze chłopstwo rozleniwiło się przerażająco. A dzieci? Dzieci niech karmi szkoła.
W miastach łatwiej wpaść w pułapkę bezrobocia i zadłużenia a możliwości produkcji pożywienia we własnym zakresie są o wiele skromniejsze… Ale ilość chleba poniewierajacego się po śmietnikach smuci.







