Zamiast
- czwartek, 29, grudzień 2016 22:16
- Andrzej Pilipiuk
Napisałbym coś o polityce i gówniarstwie którym wykazują się posłowie opozycji.
Tylko po co? Świnie jakie są - każdy widzi. A jak ktoś nie widzi albo lubi zapach chlewu to przecież siłą go nie wyleczymy...
Więc zamiast opisywać ekscesy - kawałek z kuźni...
*
Poszusowałem naprzód i niebawem znalazłem wylot dolinki. Stok opadał łagodnie śnieżyca stopniowo zelżała. Musiałem zwolnić tu i ówdzie spod śniegu sterczały paskudnie wyglądające głazy. Pół godziny później wyhamowałem i rozejrzałem się wokoło. Padający śnieg utrudniał orientację, okoliczne szczyty znikły, ale i bez tego zorientowałem się że musiałem pomylić doliny… Rozwinąłem mapę. Tak… Nie było wątpliwości. W dodatku wpierniczyłem się w teren oznakowany jako rezerwat.
-Spokojnie – rozkazałem sobie. – Wrócić do przełęczy trochę kuso, trzeba by długo maszerować stromo pod górę… A ta dolina też dochodzi do szosy… Przetnę ten rezerwat. Jeśli jest tu jakaś chroniona roślinność to śpi sobie pod śniegiem, wraz z rzadkimi owadami. Chronione gatunki ptaków gniazdują tu wiosną i latem. Niedźwiedzie zapadły w sen zimowy. Nijak nie naruszę tu ekosystemu, co najwyżej mogą mnie złapać jacyś wachmani pilnujący parku narodowego. I co? I nic. Wlepią mi mandat ku chwale alpejskiej przyrody… Nie obrażę się na nich bo będę ewidentnie winny. Za głupotę trzeba płacić.
Ruszyłem spokojnie w dół. Narty sunęły po śniegu, ekosystem drzemał pod puchową pierzynką, a śnieg padał i padał.








