O milicjantach

O majątkach byłych milicjantów i ubeków wiem niewiele – bowiem moja rodzina po prostu nie utrzymywała stosunków towarzyskich z ludźmi tego pokroju.

Nie wzywam do krwawej rozprawy z każdym byłym milicjantem – bo patrząc czysto pragmatycznie milicja była potrzebna nie tylko do pałowania demonstrantów ale też do łapania złodziei i bandytów, co uważam za działalność społecznie użyteczną. Natomiast w milicji były pewne piony nazwijmy to „szczególnego przeznaczenia” a w wielu przypadkach poszkodowani opozycjoniści zdołali ustalić kto konkretnie ich maltretował. Przypomnę że kumpel Przemyka zidentyfikował gliniarza który zakatował licealistę… Uważam też że zwykli gliniarze oddelegowani tymczasowo do pałowania i katowania powinni zostać przykładnie ukarani, w tym odebraniem emerytur – bo mogli odmówić wykonania przestępczego rozkazu, za co w tych czasach groziło im już co najwyżej wywalenie z roboty a pewnie i to nie.

Mimo pewnych tradycji rodzinnych po 1944-tym roku nikt z moich krewnych nie zapałał chęcią pracy w organach ścigania.

Z doświadczeń osobistych. W pierwszej podstawówce chodziłem do klasy z synem milicjanta. Mieli zagraniczne auto i trzypokojowe mieszkanie w bloku. (nie miał rodzeństwa). Nie wiem jak się potoczyły jego dalsze losy.

W drugiej podstawówce chodziłem znowu z synalkiem milicjanta – mieszkał tylko z ojcem w trzypokojowym mieszkaniu, mieli auto i video co w roku 1986-tym oznaczało wydatek 499 dolarów. (przy przeciętnej płacy ok 18-20$ miesięcznie)(wedle kursów czarnorynkowych oczywiście). Mieli wartburga nówkę-sztukę którym synek pysznił się do obrzydliwości. Nowy wartburg kosztował wtedy ok 7 milionów złotych (mały fiat 2,5 miliona) w czasach gdy mój Ojciec z dyżurami sobotnio niedzielnymi wyciągał może 25 tyś miesięcznie. Co konkretnie robił jego ojciec w milicji tego nie wiem – ale zasłynął kilkoma karczemnymi awanturami w szkole – co znacząco wpłynęło na średnią ocen potomka. Prymusa  niego wprawdzie nie zrobiono ale zdawał z klasy do klasy. Potomek ten obecnie jest ważnym kolesiem w zarządzie pewnej instytucji. Weźmy poprawkę że w chwili gdy komuna runęła miał 15 lat – więc raczej nie zdołano by go od razu ustawić na dobrej ścieżce kariery. Z drugiej strony na ile pamiętam jego walory intelektualne to raczej nie miał na tyle oleju w głowie by pracą i nauką zajść tak wysoko. Chyba że za nisko go oceniam i zmądrzał z wiekiem? O jego ojcu słyszałem że do policji nie został przyjęty i popadł w alkoholizm – ale nie wiem czy to prawda.

Trzeci milicjant mieszkał u mnie w bloku a jego syna znałem z podwórka. Facet był w wydziale zabójstw albo czymś podobnym – tzn. z tego co wiem zajmował się oględzinami miejsc morderstw i wypadków oraz obdukcją zwłok. Mieli 3 pokojowe mieszkanie, telefon (w bloku było 5-6 na 66 mieszkań)  i zachodnie auto. Odszedł z milicji jakoś pod koniec lat 80-tych zajmował się biznesem (hurtownia filmów video – coś w ten deseń) i bardzo szybko postawił sobie dom. Nie wiem czy miał coś na sumieniu ani czy MSW ułatwiło mu start w interesach.

Czwarty milicjant mieszkał opodal jednego z moich dziadków – kres jego karierze w służbach mundurowych położyła choroba alkoholowa. Facet był o tyle niebezpieczny że dla fantazji strzelał z tetetki i kbk-su do ptaszków na drzewach, kur, psów, kotów etc.  W latach 80-tych miał nowiutkiego poloneza. (Jego autem służbowym był w tym czasie duży fiat…) Nie wiem co się z nim stało.

Piątego milicjanta poznałem już jako emeryta grubo po 1989-tym. Jest działaczem społecznym i generalnie gada się z nim przyjemnie - ale ludzie wypomminają mu różne brzydkie zaszłości z czasów gdy był panem milicjantem w naszej gminie. Dane z kilku źrodej w paru przypadkach zdublowały się. 

Ubecką rodzinkę znałem jedną (wskazał mi ich jako ubeków znajomy opozycjonista który miał wątpliwą przyjemność być przez nestora rodu rozpracowywany…). Głowa rodzinki – facet z gębusią zawodowego boksera  oficjalnie był taksówkarzem choć za kierownicą taksówki nie widziałem go nigdy. Miał dwu synalków – agresywnych przygłupów i córkę która raz nasiała paniki ganiając na placu zabaw inne dzieci uzbrojona w nóż kuchenny. (miała tak z 7-8 lat). Do rodziny zaliczyć należy jeszcze babcię w MSZ, mamusię idiotkę i ostrego pieska którym raz zostałem poszczuty. Mieli video i telefon (jako jedyni w tym bloku). Starszy syn okazał się zbyt głupi na liceum. Przed 89-tym tatuś znikł na pół roku – podobno pracował w USA. Jakoś niebawem po przełomie kupili sobie wypasioną willę i znikli z osiedla.

Ergo: wszyscy znani mi kolesie z MSW mieli w latach 80-tych nadmetrażowe mieszkania, telefony (w tym w bloku który oficjalnie nie był okablowany ani podpięty do sieci!) oraz samochody które normalnego zjadacza chleba kosztowałyby tyle że nijak się to ma do oficjalnych milicyjnych poborów. Co najmniej dwu po roku 1989-tym w szybkim tempie zmieniło mieszkania w blokach na własne domy. Co najmniej 3 milicyjnych synów zapamiętałem jako prymitynych agresywnych przygłupów (a dwu jako spoko-kolesi). Syn co najmniej jednego z nich zrobił karierę (ale z braku konkretnych informacji nie mogę zakładać pomogły mu układy ojca).

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/