Katalog ksiąg wytęsknionych
- czwartek, 14, luty 2013 20:16
- Andrzej Pilipiuk
W epoce komuny czytałem naprawdę dużo. Pochłaniałem po kilka książek tygodniowo. No cóż – słuchanie radia mnie nie bawiło. W telewizji był jeden program a na nim nic ciekawego. Video się nie dorobiliśmy. Książki otwierały przede mną inny świat – przede wszystkim ukazywały kraje których nie miałem szans odwiedzić bo władzuchna nie dawała nam paszportów.
Jedną z lektur które wywarły na mnie silne wrażenie była powieść Jamesa Heriotta "Wszystkie stworzenia małe i duże". Miałem w domu wydanie z końca lat 70-tych (mniej więcej wtedy albo ciut później telewizja pokazywała serial). Niezbyt gruba książeczka - znałem ją prawie na pamięć. I uważałem za arcydzieło. Aż tu na pocz. lat 90-tych, niedługo po upadku komuny Zysk i ska wydali wznowienie. I zaraz drugi tom. Kupiłem i zakląłem w żywy kamień - bo czytam i widzę ze to historie które już znam. Stwierdziłem zatem (niesłusznie) że "wydawca pazerne ścierwo z jednej książki zrobił dwie". Niebawem wyszedł tom trzeci, wzgardziłem nim, ale pro forma zajrzałem w księgarni na sam koniec i zobaczyłem że kończy się tam gdzie moje stare jednotomowe.
Tu mnie tknęło że coś jest nie tak. Bo te trzy książki były ciut mniejsze ale grubsze niż moja. Zacząłem czytać zakupiony tom drugi i stwierdziłem że: cholera są tu przygody których nie kojarzę...
Szczegółowe Porównanie 1 tomowego wydania komunistycznego i 3 tomów wydanych przez Zyska ujawniło prawdę która mnie zszokowała. Cenzura za komuny wyciapała grubo ponad połowę objętości - ze szczególnym uwzględnieniem wszystkich rozdziałów gdzie pan weterynarz wracając po ciężkim dniu autem do domu wpadł po drodze do pubu, wypił duże piwo i pojechał dalej...
Podobnie było z „Mistrzem i Małgorzatą” Bułhakowa. Byłem tą powieścią szczerze uhecowany. Znałem oczywiście tłumaczenie z roku 1969-tego i podobnie jak w przypadku Heriotta nawet nie podejrzewałem co tracę, aż tu nieoczekiwanie komuna padła i ukazało się wydanie nieocenzurowane.
Jeszcze jeden przykład – znałem oczywiście sowiecki film „12 krzeseł” na motywach powieści Ilfa i Pietrowa. Na pocz. lat 90-tych obejrzałem ekranizację robioną bodaj przez Teatr Telewizji, a niedługo potem kupiłem powieść. Dowiedziałem się z niej że istnieje drugi tom – „Złote cielę”. Byłem przekonany że nie był nigdy tłumaczony na Polski ale wizyta w bibliotece uniwersyteckiej ujawniła że był dwukrotnie – przed wojną i bodaj podczas odwilży po 1956-tym. Nie znałem go, nawet o nim nie słyszałem.
Latami gryzłem paznokcie bo z biografii J.Verne znałem ok 40 tytułów jego książek których nie miała biblioteka. (nieliczne wydane przed wojną nie były potem wznawiane)(cholera wie dlaczego...). Po 1990-tym zaczęto je sukcesywnie publikować i okazało się że większość jest khm... albo ja byłem już za stary. Podobnie - znałem tytuły dwu powieści M.Twaina o przygodach Tomka Sawyera - ale ich nie wydano w Polsce. Jak je wydano - byłem za stary.
Latami szukałem też powieści "Tajemnicze krainy" i "Mumia zmartwychwstała" Arthura Conan Doyle'a - trafiłem u znajomego bibliofila miał na regale. Ależ to jest niemożebna kaszana... a z 15 lat ślinka mi leciała!
Żyjemy we wspaniałych czasach. Księgarnie i biblioteki dają nam dostęp do dorobku piśmienniczego tak wschodu jak i zachodu. Dostęp o jakim nawet nie marzyłem…. W dodatku upowszechniła się znajomość języków obcych a i programy tłumaczące są coraz lepsze. Jasne że wiele książek o których marzyłem okazało się kichą – ale mimo to cieszę się że je poznałem.








