zaduma nad Grinem

Moje myśli wracają d pewnych paradoksów historii… Aleksander Grin (Gryniewski) wybitny rosyjskojęzyczny pisarz polskiego pochodzenia zmarł na Krymie przed ponad 80-ciu laty. Był komunistą, członkiem WKP(b) jeszcze przed rewolucją 1903-ciego. W latach dwudziestych jego książki święciły triumfy. Choć był zdeklarowanym ateistą odmówił jednak udziału w propagandzie antyreligijnej i władze ZSRR uznały go za wroga ludu.  Umierał w nędzy i głodzie, do tego zżerany przez nowotwór. Bez prawa do leczenia, bez najmarniejszego zasiłku, samotny tyko w towarzystwie żony. Dawni przyjaciele bali się utrzymywać z nim kontakty lub sami mieli podobne kłopoty.

ZSRR przypomniał sobie o Nim w latach 60-tych. Wznowiono Jego książki, pojawiły się ich wysokobudżetowe ekranizacje. Kolejne ekranizacje przygotowano na pocz. XXI wieku.  Adaptacje Jego dzieł pojawiły się na deskach teatralnych scen. Od kilkunastu lat co roku w Petersburgu odbywa się fireshow i parada żaglowców  „Ałyje Parusa” („szkarłatne żagle”) poświęcone Jego pamięci.  

Dumam nad tym jak to odczytać. Czy jest to pośmiertny triumf pisarza – którego dzieła skazane na zapomnienie triumfalnie powróciły na półki księgarni?

Czy może wręcz przeciwnie – ostateczna klęska – gdy imperium które go zamordowało bezczelnie uwłaszcza się na jego spuściźnie?  

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/