o kolaboracji

Czytam „na zarośniętych ścieżkach” Knuta Hamsuna – to powieść obrachunkowa – w której opisuje jak go po wojnie wsadzili do psychiatryka i domu starców gdzie oczekiwał na proces za zdradę kraju. Wojna skończyła się dopiero co. Pisarz jest internowany w warunkach niemal komfortowych. Narzeka tylko na postępującą głuchotę  i smuci się że niektórzy ludzie omijają go łukiem i nie chcą z nim rozmawiać…

Twierdzi że dopiero z wydanych po wojnie gazet dowiedział się o zbrodniach nazistów w okupowanej Norwegii. Oczywiście była to okupacja nieporównywalnie lżejsza od niemieckiej okupacji Polski ale mimo wszystko były aresztowania, egzekucje, działał ruch oporu,  prześladowano i mordowano nielicznych żydów… Przez 4 lata nic nie zauważył? Nikt mu o tym nie opowiedział? Nie spostrzegł niczego podejrzanego jeżdżąc po kraju? Nie zastanowiły go niemieckie zarządzenia w gazetach dla których pisał felietony? Ostatni felieton chwalący hitlera opublikował …w maju 1945 roku!!!

Moim zdaniem po prostu kłamie. Musiał coś wiedzieć. Podejrzewam że po prostu to z jakichś przyczyn akceptował. Szukam klucza. Dlaczego uznał okupację własnego kraju za coś dopuszczalnego. Dlaczego uparcie bronił przegranej sprawy… Był przekonany że czyni dobrze?

*

Hamsuna osądzono i skazano na konfiskatę prawie całego majątku. Podstawa logiczna i prawna? Był pisarzem, noblistą, Norwegiem. Depozytariuszem duszy narodu, autorytetem moralnym i intelektualnym. Jego poparcie dla nazimu z pewnością miało wpływ na postawy wielu co głupszych obywateli. Skoro ktoś TAKI popierał Quislinga i hitlera…

*

Jan Brzechwa - autor nie tej wprawdzie klasy co Hamsun, ale jednak znany i lubiany. Ochotnik na wojnę z bolszewikami w 1920-tym. W okresie międzywojennym – głosił poglądy umiarkowanie lewicowe. Podczas okupacji pracował jako ogrodnik – mimo żydowskiego pochodzenia szczęśliwie uniknął zainteresowania gestapo. Pisywał dla prasy konspiracyjnej. W powstaniu warszawskim budował barykady, pisał wiersze dla powstańczej prasy, zagrzewał ludzi do walki. Może nie dokonywał bohaterskich czynów – ale nie był dekownikiem i jak mógł pomagał.  

Po wojnie zeszmacił  się kompletnie pisując propagandowe wierszydła na chwałę komunie… Wzywał też do powrotu twórców którzy wybrali emigrację… Serwilizmem wobec ludobójczego reżimu o kilka długości wyprzedził Juliana Tuwima. Komuna ze swojej strony nagradzała Brzechwę stanowiskami i ogromnymi jak na tamte czasy pieniędzmi.

Nie wiedział komu służy? Nie wiedział co się dzieje w kraju? Nie zdawał sobie sprawy ze ZSRR zagrabił ogromna połać kraju w tym dwa bardoz ważne dla naszej kultury miasta – Lwów i Wilno? Nie słyszał o egzekucjach „żołnierzy wyklętych”, o wywózkach Polaków w głąb ZSRR, nie widział powszechnej nędzy i represji? Sowiecka okupacja Polski skalą represji przypominała moim zdaniem nazistowską okupację Norwegii. 

*

Dwaj ludzie z dwu różnych krajów. A jednak podobni… Nie musieli wybierać tej drogi. Mieli aż trzy różne wyjścia.

Po pierwsze: Mogli milczeć. Mogli odejść na emigrację wewnętrzną. Mogli – choć nie było to łatwe – wyjechać za granicę.

Po drugie: Mogli stanąć po stronie buntowników, po stronie niezgody na zło.  Nie mogąc nosić karabinów mogli walczyć piórem. Dziś czcilibyśmy ich jako bohaterów.

Wybrali to trzecie: ofiarowali swoje usługi bandytom… Czytam i nie rozumiem: dlaczego to zrobili.

 

Brzechwa być może ordynarnie sprzedał się komuchom za pieniądze?)

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/