Norwegia obrazki z ok. 1871r.
- niedziela, 15, maj 2016 21:27
- Andrzej Pilipiuk
Zapragnąłem trochę się dokulturalnić – sięgnąłem zatem po powieść „włóczęgi” Knuta Hamsuna. (w skrócie: to taki norweski pisarz który najpierw dostał nagrodę Nobla, na starość poparł hitlera, a po wojnie leczono go psychiatrycznie z nazizmu - kompletnie nieskutecznie - z autobiograficznej powieści "na zarośniętych ścieżkach" wynika że nie zdobył się na żadną refleksję).
Książka "Włóczęgi" – khm… Zasadniczo opowiada o kolesiu który z biednej norweskiej wsi wyrywa się w świat – tzn. jeździ po wybrzeżu na przestrzeni killkuset kilometrów, handluje, najmuje się do różnych robót. Czasem idzie mu lepiej, czasem gorzej. Od zera do kilku tysiączków i z powrotem do zera. Życie ciągle mu się jakoś plącze… Nieszczęśliwa miłość nietrafione inwestycje… Akcja rozwija się niespiesznie – choć i tak jest to dzieło o wiele klas lepsze niż np. „noce i dnie” Dąbrowskiej. Brak jakieś zwrotu akcji. Brak stawki o którą walczyliby bohaterowie. Brak na dobrą sprawę opisów! Zwłaszcza boli mnie brak opisów miast - a chętnie bym poczytał jak wyglądały Bergen, Trondheim i Bodo około roku 1870-tego. W tle masowa emigracja – opuszczone zagrody, całe wsie szukające szczęścia w Ameryce – coś jak nasza nieszczęsna III RP…
Czytając myślałem też o moim pradziadku i dziadku. Podobieństwo drogi życiowej podobne - oni też wyrywali się z rodzinnych Wojsławic. Czegoś się wyuczyli, zobaczyli kawał świata, zarobili ale pokonani wracali do miasteczka.
Najbardziej wartościowe przemyślenia tej książki to ukazanie ludzi którzy byli zadowoleni z życia ale skosztowali czegoś innego – niekoniecznie lepszego – i zaczęli gardzić życiem dotychczasowym i tym co do tej pory robili.
Po kolejne dwa tomy trylogii raczej w najbliższym czasie nie sięgnę.








