u źródeł siły

„W jednym z opowiadań napisałem: „jednych ogień walki spopieli na żużel, innych wypali na cegłę a z nielicznych wytopi prawdziwą stal”. Szarpałem się z rzeczywistością. Widziałem obok tych spopielonych na żużel. Ze mnie nie wytopiono stali. W sumie cegła to też całkiem ok. "Tym razem wygrali ale nadupcę im jeszcze” – ile razy w życiu musieliśmy sobie to powiedzieć? Ja chyba zbyt wiele razy…

Wygrywamy dzięki sile wewnętrznej i sprzyjającym okolicznościom. Sama siła niewiele da gdy kompletnie brak warunków. Cieplarniane warunki nic nie zdadzą gdy zabraknie siły umysłu. Widziałem to już. Widziałem tych którzy szli koło mnie i upadli. Niegłupiego chłopaka który walczył aż musiał się poddać. Głupiego gogusia który dzięki pozycji rodziców mógł osiągnąć wszystko i też upadł… Ale też znałem wspaniałego twardego człowieka którego nagła choroba zgasiła jak świecę…

Mówi się „co nas nie zabije to nas wzmocni”. Mówi się „przeciwieństwa hartują” ale z tym jest jak z treningiem. To co nas potyka może nas zahartować, a może trwale okaleczyć… Wie o tam każdy kto spędził trochę czasu na siłowni i nagle przekonał się że sztangietka 15 kg jest ok a po zwiększeniu masy o głupie 2 kg. Coś niedobrego dzieje się ze stawami.

Czasy II wojny św. pełne są historii  o ludziach którzy do końca zachowali się jak trzeba i o takich którzy z pozoru twardzi pękli bardzo szybko i o takich którzy długo się odgryzali aż wreszcie warunki zmieliły ich w pył… Którym być może dołożono o jeden ciężarek zbyt wiele… Okupacja strasznie nas przeorała. Po wojnie z naszego społeczeństwa zostały stosy żużli, trochę cegły i odrobina stali.

Człowiek by walczyć, by coś w życiu osiągnąć potrzebuje źródła siły. Istnieją bardzo silne pierwotne instynkty które mogą nas zniszczyć albo pchnąć do działania.

Zazdrość – ktoś posiada rzeczy lub umiejętności których nie mamy my. Postanawiamy zacisnąć żeby, pięści i pasa ale posiąść dobra którymi pyszni się on (w skrajnym przypadku nawet konkretnie jego dobra).  Dogonimy i przegonimy. Nie będzie się tu pysznił… Zazdrość jest jak cholesterol występuje w dwu  odmianach. Może pobudzić do działania, albo odebrać chcę i wolę walki…

Chęć udowodnienia – ktoś nas skreślił. Uznał za głąba. Ocenił nasze starania i pracę za bezwartościowe. Nie dał obiecanej roboty. Nie dał rekomendacji. I pojawia się przemożna chęć by udowodnić mu że się mylił. Bardzo mylił. Że sobie poradzimy bez jego łaski. Że jeszcze będzie klął w żywy kamień.

W obu przypadkach choć są to poważne źródła siły i motywacji one nas zatruwają… Każą też skupiać wzrok na innych. Wyznaczają poprzeczkę, ale też ograniczają. Skoczę powyżej poprzeczki ale już nie skoczę najwyżej jak umiem… Dogonię, przegonię i alby iśc dalej potrzebny nowy konkurent…

Pisałem bo od dziecka chciałem mieć dużo pieniędzy. Willę. Jacht. Pojechać z dziewczyną do Hiszpanii. Zobaczyć Amerykę Południową… Chciałem być inny niż otaczająca mnie masa ludzka. Chciałem udowodnić belfrom, wykładowcom, niedoszłym wydawcom – pokazać im ze się mylili co do mnie. Literaturę też początkowo postrzegałem jako wyścig szczurów… A potem spostrzegłem że to praca wspólna. Nie wyścig, nie walka o skrzynię skarbów ale robienie czegoś wielkiego i razem.

 http://www.pilipiuk.com/index.php/pilipiuk-ua/78-stale-dzialy-strony/170-raport-z-budowy-piramidy

Czemu zazdrościmy? Czemu chcemy sobie wzajemnie coś udowadniać? Czemu nie umiemy skreślić i wyrzucić z pamięci frajerów którzy skreślili nas? Bo jesteśmy samotni. Bo nie czujemy wspólnoty. Bo z „kolegami z klasy” łączy nas nie przyjaźń tylko fakt skoszarowania w jednym budynku. Bo szkoła, uczelnia czy nie jest przez nas postrzegana jako dobro wspólne… Bo nazbyt przywykliśmy do chorej sytuacji że źródłem pozycji są dobra którymi się imponuje, pozycja służy do deptania innych, a dobra pozyskuje się na drodze deptania konkurentów faktycznych, potencjalnych i urojonych.

Zabrakło mi szkoły w której starsi uczniowie pomagają młodszym. W której nauczyciel szuka w uczniach tego czym mogliby zabłysnąć. W której zasłużony sukces zdolnego ucznia budzi wspólnotową dumę zamiast dziesiątków drobnych zawiści i indywidualnych egoizmów. Gdzie każdy mierzy się sam ze sobą, z własną słabością a nie z innymi. Gdzie walka to samodoskonalenie i toczy się ją w atmosferze życzliwości… Gdzie belfer nie jest twoim zapiekłym wrogiem.

Chciałbym żeby źródłem mojej siły była twórcza gorączka a nie zazdrość czy chęć  upokorzenia dawnych wrogów i oprawców… 

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/