smutek nad PIT-em.
- poniedziałek, 21, marzec 2016 09:40
- Andrzej Pilipiuk
Będąc na studiach stykałem się regularnie z przypadkami cwaniactwa... Cwaniactwa automatycznego i bezrefleksyjnego. Wcale nie mała grupa studentów i studentek brała stypendia socjalne. Opłacało się być biednym, lub dobrze biednego udawać. Opłacało się pochodzić z rozbitych rodzin. Opłacało się udawał fajtłapę – było z tego kilka stówek miesięcznie. Nie opłacało się szukać legalnej roboty. Władza uczyła kombinowania. Premiowała kombinatorów. Słyszało się i widziało niejedno.
Była też dla takich „poszkodowanych przez los” pula miejsc w akademikach. Pokątny handel miejscami był niestety normą – uczelnia zaś nie robiła absolutnie nic by z tym walczyć. Za mojej pamięci nie było nigdy weryfikacji czy osoby zamieszkujące pokoje aby na pewno są tymi za które się podają. Studenckie auta parkujące przed akademikami na Żwirki i Wigury dobitnie świadczyły o wysokim statusie materialnym mieszkańców.
Po kilku latach studiów byłem głęboko przekonany że należy zlikwidować wszelkie świadczenia socjalne dla studentów a za to podnieść stypendia naukowe. Skoro w kasie uczelni były pieniądze zamiast wspierać postawę cwaniacko-roszczeniową można było mocniej wspierać tych którzy mają trochę oleju w głowie. Jestem tu obiektywny – bo ja raczej nigdy nie miałem szans na naukowe. Ale szanowałem ludzi od siebie mądrzejszych
Minęło dwadzieścia lat. Gdy patrzę wokoło widzę że nie zmieniło się nic. Nasze państwo wydaje na pomoc społeczną szokującą kwotę 24 miliardów złotych rocznie. Oznacza to niestety że każdy pracujący Polak wywala na ten cel 2 tysiące złotych rocznie. Te pieniądze w jakimś tam procencie trafiają do ludzi którym autentycznie powinęła się noga. Część wspiera ludzi którzy znajdują się na granicy normy intelektualnej – jakoś tam funkcjonują samodzielnie ale są niezaradni życiowo, nie zdobyli dobrego zawodu, mają marną pracę a okresowo lub dłuższy czas nie mają jej wcale.
Większość zaś nadal trafia do ludzi którzy zamiast forsy do ręki powinni dostać kilka razów nahajką przez grzbiet i kopa w zad.
Myślę o tym patrząc w moje pity. Widzę ile podatków odprowadziłem w tym roku. Widzę ile zarobiłem ile wydałem i jestem w stanie oszacować ile zdarto ze mnie w postaci podatku vat i w nieuzasadnionej drożynie wielu towarów. Chciałbym żeby pieniądze te trafiły tam gdzie trzeba… I wiem że nie trafią…







