Ćwierć wieku później
- niedziela, 20, grudzień 2015 08:44
- Andrzej Pilipiuk
Dość przypadkowo trafiłem w necie na pewne imię i nazwisko. Napłynęły wspomnienia których chętnie bym się pozbył. Marna szkoła w złej dzielnicy. W niej drobne ścierwo, przysłowiowy synalek milicjanta. Nie jakoś szczególnie głupi ale agresywny. Trenował sztuki walki i generalnie lubił bić. Nie „bić się” - ale właśnie bić. Nie ryzykował z tymi którzy mogliby stawić opór.
Próby dojścia z nim do jakiegokolwiek porozumienia nie wchodziły w grę. Dawałem mu szansę. Kiedyś spisaliśmy nawet pakt o nieagresji. Na poważnie – w dwu egzemplarzach i z podpisami dwu świadków. Jak Reagan i Gorbaczow w Reykjaviku. Nie pomogło – nie posiadał zdolności honorowych na tyle rozwiniętych by rozumieć wagę swojego słowa by swojego podpisu.
Belferstwo nie było w stanie go odpowiednio utemperować – za komuny ojciec milicjant, przekonany co do racji synalka był idealnym odgromnikiem. Podłość i agresja plus świadomość bezkarności…
Potem nasze drogi rozeszły się na szczęście… Z tego co słyszałem po 1989-tym policja nie chciała w swoich szeregach takich ludzi jak jego ojciec. I to wszystko. Minęło ćwierć wieku. Teraz ten człowiek decyduje za innych, reprezentuje ich przed urzędami, decyduje o wydawaniu cudzych pieniędzy. Mam nadzieję że życie parę razy go skopało, że parę razy zarył głową w mur i coś mu tam w mózgu zaskoczyło… Że się zmienił.







