Ćwierć wieku później

Dość przypadkowo trafiłem w necie na pewne imię i nazwisko. Napłynęły wspomnienia których chętnie bym się pozbył. Marna szkoła w złej dzielnicy. W niej drobne ścierwo, przysłowiowy synalek milicjanta. Nie jakoś szczególnie głupi ale agresywny. Trenował sztuki walki i generalnie lubił bić. Nie „bić się”  - ale właśnie bić. Nie ryzykował z tymi którzy mogliby stawić opór.

Próby dojścia z nim do jakiegokolwiek porozumienia nie wchodziły w grę. Dawałem mu szansę. Kiedyś spisaliśmy nawet pakt o nieagresji. Na poważnie – w dwu egzemplarzach i z podpisami dwu świadków. Jak Reagan i Gorbaczow w Reykjaviku. Nie pomogło – nie posiadał zdolności honorowych na tyle rozwiniętych by rozumieć wagę swojego słowa by swojego podpisu.

Belferstwo nie było w stanie go odpowiednio utemperować – za komuny ojciec milicjant,  przekonany co do racji synalka był idealnym odgromnikiem. Podłość i agresja plus świadomość bezkarności…

Potem nasze drogi rozeszły się na szczęście… Z tego co słyszałem po 1989-tym policja nie chciała w swoich szeregach takich ludzi jak jego ojciec. I to wszystko. Minęło ćwierć wieku. Teraz ten człowiek decyduje za innych, reprezentuje ich przed urzędami, decyduje o wydawaniu cudzych pieniędzy. Mam nadzieję że życie parę razy go skopało, że parę razy zarył głową w mur i coś mu tam w mózgu zaskoczyło… Że się zmienił. 

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/