Znowu o upowcach...
- środa, 05, grudzień 2012 22:50
- Andrzej Pilipiuk
Ksiądz Issakowicz-Zaleski na łamach Gazety Polskiej chwali i usprawiedliwia Akcję „Wisła” – deportację około 400 tyś. Ukraińców i Łemków. Mam tu mieszane uczucia. Rozumiem zaszłości historyczne – w tym konieczność odcięcia UPA od bazy społecznej. W ściśle uzasadnionych przypadkach dopuszczam nawet taką hańbę jak zastosowanie odpowiedzialności zbiorowej. Z drugiej strony nie mogę usprawiedliwić tej operacji.
Wojna z UPA na Rzeszowszczyźnie i w Bieszczadach to były kpiny. Polska w latach 1944-48 miała ponad milionową armię regularną. Do tego wojska KBW, UB, MO, ORMO. Dysponując takimi siłami można było przeczesać dowolny teren tyralierą. Założyć posterunki w każdej wsi i przysiółku. Można było prowadzić obserwację lotniczą. Zimą, gdy spadł śnieg a przemieszczanie się upowców było wykluczone – można było zrobić z nimi to, co opisywał „Chriń” a co zrobiło NKWD na sowieckiej Ukrainie dwa lata później – tropić po śladach i odnajdywać bunkier po bunkrze. Wystarczyło rzucić odpowiednią liczbę ludzi. Można było spośród rezerwistów wracających z niemiec wybrać ludzi z Wołynia – ci mieli z upowcami swoje porachunki – wytropili by ich w bunkrach i wyrżnęli do ostatniego.
Zwróćmy uwagę: Ukraińcy zamieszkiwali dość zwarty rejon. Obszary działań sotni poszczególnych dowódców były nieźle rozpoznane. Wśród Łemków ubecja miała swoich konfidentów. Polskie wojsko kilkakrotnie atakowało pasmo Chryszczatej i ponosiło straszliwe straty. Mobilizacja już kilku kureni dawała upowcom przewagę. Do pasma sukcesów UPA zaliczyć trzeba likwidację generała Świerczewskiego (choć ślady po bagnecie na plecach munduru tę „zasługę” przypisują raczej jego podkomendnym).
Tymczasem przeciw partyzantce poakowskiej WiN rzucano siły iście fantastyczne. Polecam lekturę książek i artykułów o „Wyklętych”. Po „Uskoka” czy „Lalka” wysyłano całe ciężarówki żołnierzy. Od razu nastawiano się na wykorzystanie miażdżącej przewagi liczebnej. Kilkudziesięciu na jednego. Kilkuset by zniszczyć jeden bunkier. Coś tu nie gra…
Przeciw oddziałom UPA liczącym może 5 tyś ludzi i posiadającym rozbudowaną agenturę rzucono nieadekwatnie małe siły (trafiłem na informację że poniżej 20 tyś żołnierzy). Po dwu latach ganiania się po lasach, grzebania zwłok i nielicznych potyczek z ciągle wymykającymi się góralami zdecydowano się na rozwiązanie totalnie - wysiedlono niemal pół miliona ludzi.
Szczęściarze pojechali na ziemie odzyskane i przeważnie wylądowali z nakazami pracy w PGR-ach. Pechowcy – a takich była większość trafili w głąb związku radzieckiego i też wylądowali w kołchozach. Różnica była taka, że kołchoźnik nie mógł kołchozu opuszczać by np. przeprowadzić się do miasta. Był niewolnikiem. Nieliczni ukrywając się po lasach przetrwali deportacje. Na terenach wcześniej zagospodarowanych powstały pustki osadnicze. Wysiedlani Ukraińcy często na odchodnym podpalali swoje domy. Scenę taką opisuje Omelajn Płeczeń – „czasem trzeba podpalić własny dom by nie zamieszkał w nim wróg”. Z kilkudziesięciu wsi pozostały fundamenty i czasem cerkiew po środku (cerkwie te państwo komunistyczne planowo niszczyło przez kolejne 30 lat).
W Wojsławicach (Chełmskie) gdzie genealogie były poplątane a rodziny mocno mieszane wysiedlenia przebiegły tak że prawosławnych uznano za Ukraińców w wysiedlono ciupasem do ZSRR. Katolików uznano za Polaków i pozostawiono w spokoju. Mój Dziadek był katolikiem i służył podczas wojny w II Armii. Jego nie ruszyli. Został. Jego brat cioteczny był prawosławny – wywieziono go z całą rodziną gdzieś za Don. Wywieziono też krewnych mojej prababki. Ich na szczęście bliżej – kilka razy dostali pozwolenie na odwiedziny. Dziadek kuzyna zobaczył już tylko raz w życiu. Dodam jeszcze że UPA w naszej okolicy prawie nie było.
Ojciec opowiadał mi że kilku „Ukraińców” czekających na deportację w obozie przejściowym w Chełmie na Rampie Brzeskiej zrobiło to samo co Płeczeń – wymknęli się nocą i spalili swoje gospodarstwa.
Mimo całego szacunku do ks. Tadeusza całkowicie odrzucam jego argumenty. W moim odczuciu walki z UPA prowadzono w zamierzony sposób nieudolnie. Być może celowo wystawiono im na odstrzał generała „Waltera”. Czy zrobiono to by zdobyć pretekst do wysiedlenia całej mniejszości, dla zawładnięcia jej ziemią i dobytkiem?








