O znaczkach
- sobota, 30, sierpień 2014 00:43
- Andrzej Pilipiuk
Papierowe Słupy Graniczne.
Polska wybijała się na niepodległość w sposób bardzo specyficzny. Przypominało to trochę ustępowanie fali powodziowej. Gdy woda opada pojawiają się początkowo niewielkie wysepki suchej ziemi, potem łącza się ze sobą… Podobnie jesienią 1918-tego roku na mapach sztabowych okupantów pojawiały się miasta i strefy nad którymi wojska państw centralnych utraciły kontrolę - pierwsze wysepki niepodległego państwa. Odzyskiwaliśmy wolność po kawałku - jednocześnie w bardzo wielu miejscach.
Nie raz bywało tak że członkowie „Sokoła” lokalna drużyna POW, lub inna grupa rozbroiły Prusaków i opanowała dany teren bez łączności z centralą, czy choćby sąsiednimi ośrodkami. Dalej szło błyskawicznie. Lokalne władze wybierano, albo wybierały się same. Farbowano płótno na biało-czerwone flagi, malowano lub rzeźbiono mniej i bardziej cudaczne orły dla oznaczenia urzędów państwowych. W obawie przed ekspedycjami karnymi sąsiednich garnizonów powoływano lokalne siły zbrojne. W ich skład wchodzili dezerterzy z frontów wielkiej wojny, Polacy z rozbrojonych obcych armii, oraz dużo młodzieży – której nie zmobilizowali wcześniej zaborcy. Splot wojennych losów sprawiał że często byli to ludzie z daleka, nie znani w danej okolicy. Nosili pospołu mundury kilku różnych armii, przedwojenne bluzy towarzystwa gimnastycznego „Sokół” lub stroje które sami sobie przyszykowali by wyglądać „po wojskowemu”.
Biało czerwona flaga na urzędzie, biało czerwona kokarda i orzełek na czapce wyznaczały mentalne granice opanowanego terytorium. Z orzełkami problem. Najczęściej za ich przygotowanie brali się lokalni grawerzy i złotnicy. Nie było jednego ogólnopaństwowego wzoru, bo i państwa jeszcze prawie nie było. Robili jak umieli, jak wyobraźnia podpowiadała, czasem próbowali kopiować wzory z ulotek. Oddziały ochotnicze powstające w Europie Zachodniej i Ameryce dołożyły swoje do pulę wzorów. Mam w domu katalog polskich orzełków do czapek z lat 1917-1919. P. Tomasz Zawistowski wykonał benedyktyńską robotę próbując zebrać informacje oraz zdjęcia tego najprostszego oznaczenia pokazującego kto swój a kto nie. Rozmaite polskie oddziały, jednostki i grupy militarne u zarania wolności używały łącznie ponad 300 różnych orzełków. Potem dopiero stopniowo zaczęły napływać dostawy regulaminowych i radosna dowolność skończyła się.
Orzełki, odznaki, flagi to przedmioty konkretne. Ale wbijanie słupów granicznych wolnego państwa odbywało się często także skromnie i niepozornie. Ważnym elementem pracy państwowo twórczej i polem zaznaczania niepodległości była produkcja znaczków na listy. Wielu ludzi zagubionych w zawierusze wojennej chciało powiadomić bliskich o swoim losie. Na szczęście przez cały okres okupacji oprócz poczty wojskowej funkcjonowała też poczta cywilna. W zajętych urzędach pocztowych były nawet znaczki - pruskie i austrowęgierskie, czasem zaplątał się arkusz carskich. Pocztowcy ujęli w dłoń pieczątki i arkusz po arkuszu pokrywali symbole obcych mocarstw orzełkami i dumnym napisem Poczta Polska. A może wykonywanie nadruków na cudzych znaczkach było też symbolicznym aktem odwetu? W całej Europie środkowo-wschodniej postępowano podobnie. Ukraińcy drukowali tryzuby zakrywając nimi carskie orły, bolszewicy portrety cara na znaczkach 10 kopiejkowych paskudzili ochoczo stempelkami z gwiazdami, sierpami i młotami. Generał Żeligowski zajmując Wilno nakazał drukować na znaczkach niepodległej Litwy napis po polsku: Litwa Środkowa. Cudze znaczki symbolicznie upokarzano, zmuszano by służyły zwycięzcy. A zatem możemy chyba założyć że za niepozornymi lepkimi papierkami kryło się coś więcej. Treść. Wroga symbolika. Duch unicestwianych imperiów którego niczym osikowym kołkiem należało wyegzorcyzmować jeszcze maczaną w tuszu kauczukową pieczątką…
Powiały inne wiatry historii, minęło dwadzieścia lat niepodległości, przyszła II wojna światowa. Początkowo w obiegu były przedwojenne znaczki polskie – na których Niemcy wykonali nadruki z hitlerowskim orłem. Szybko pojawiły się jednak nowe niemieckie znaczki drukowane dla podbitych terenów. W tym oczywiście ozdobione portretem „wodza”. W 1943 roku polscy konspiratorzy przeprowadzili bardzo ciekawą, choć nieudaną, akcję skłócenia Hitlera i gubernatora podbitej Polski - Hansa Franka. W Anglii wydrukowano i przerzucono do kraju arkusze znaczków z podobizną namiestnika. Liczono że Hitler widząc jak podwładny zastępuje jego portret swoim wezwie go na dywanik a może nawet odwoła ze stanowiska.
Inną ciekawą inicjatywą była produkcja znaczków pocztowych podejmowana przez polskich oficerów osadzonych w obozach jenieckich. Znaczki te miały charakter czysto symboliczny – używano ich co najwyżej do zabaw w pocztę przysyłając listy z baraku do baraku. Jednak ich opracowanie i druk pozwalały jeńcom zająć myśli i podtrzymywały na duchu, podobnie jak kolportaż obozowych gazetek.
Gdy wybuchło powstanie warszawskie harcerze niemal natychmiast zorganizowali pocztę. Rozwieszono 40 skrzynek. Początkowo koperty tylko stemplowano, ale szybko pojawiły się drukowane w podziemnych drukarniach prawdziwe znaczki pocztowe. Wciągu dwu miesięcy zrywu dzielne harcerki i harcerze przenieśli często ryzykując życie około ok. 200 tysięcy listów! Oprócz realnych korzyści dla ludności cywilnej znaczki uzupełniały jakoś rzeczywistość. Jest wywalczony kawałek terenu. Wiszą flagi. Są siły zbrojne z orzełkami na czapkach i biało czerwonymi opaskami. Jest administracja. Jest poczta - a to znaczy że jest państwo. Jakby tego było mało jeden z oddziałów zdobywszy w niemieckim banku sporą ilość banknotów wykonał na nich nadruk „Pierwszy żołd powstańczy”. Kłopot w tym że nie bardzo było co za to kupić… Powstanie upadło ale pamięć o poczcie powstańczej trwa, a nieliczne ocalałe koperty traktowane są jak relikwie.
Na terenach wyzwalanych spod władzy hitlerowskiej podejmowano działania podobne jak w roku 1918-tym. Malowano godła, wyciągano ze skrytek flagi, a na pocztach stemplowano niemieckie znaczki bijąc na papierowym obliczu Hitlera triumfalny nadruk „Poczta Polska”. Zamiast przygotować własne prowizoria pocztowe znowu zastosowano symboliczny egzorcyzm pieczątką. Znów cudze znaczki stały się jeńcami wojennymi.
Wydawać by się mogło że to koniec historii, że znaczki przedrukowane w chwilach triumfu można spokojnie zamknąć w klaserach. Ale stało się inaczej. Po wprowadzeniu stanu wojennego konspiratorzy którzy uniknęli aresztowania obok druku ulotek kolejny raz podjęli produkcję znaczków pocztowych. Ich sprzedaż służyła dofinansowaniu podziemnych struktur, ale miały znaczenie bardziej symboliczne. Jakość edytorska była rozmaita, ale niektóre zaskakują dziś kunsztem wykonania. Mają klej, perforację jak prawdziwe, kilkukolorowy nadruk… Na skromnej powierzchni papierka umieszczano symbole narodowe, portrety wybitnych Polaków, a także złośliwe karykatury rządzących „towarzyszy”. Upamiętniano niewygodne dla władzy rocznice powstań narodowych. Podziemnym znaczkiem uhonorowano zamordowanego przez bezpiekę księdza Jerzego Popiełuszkę.
Oczywiście ich użycie do prawdziwej korespondencji było wykluczone, ale …znaleźli się odważni. Znaczki ozdobione portretem Lecha Wałęsy naklejano na prawdziwe listy i wrzucano do skrzynek. Większość władza wyłapała i zniszczyła a nadawcy i odbiorcy narobili sobie kłopotów. Jednak niektóre dotarły do adresata i dziś koperty ze znaczkiem „solidarności” i nadrukiem komunistycznej cenzury są ozdobą najpoważniejszych kolekcji. Pamięć o pocztach obozowych też powróciła i zaowocowała bo własne znaczki pocztowe w kilku przypadkach przygotowali nawet internowani opozycjoniści. Stemple wycinano przeważnie ręcznie z gumy lub linoleum, „drukowano” na zdobytym papierze – ale nie było oczywiście szans wprowadzić ich do obiegu. Dziś stanowią interesującą pamiątkę tamtych trudnych czasów i wymowny symbol hartu ludzkiego ducha. Na przekór wszystkiemu wbijano te papierowe słupy graniczne symbolicznie odzyskując okupowaną przestrzeń.
Niestety 1989-tym nikt już jakoś nie dokonywał „wolnościowych” nadruków na znaczkach PRL. Chyba w zamieszaniu zapomniano… I może dlatego niewyezorcyzmowany w porę duch marksizmu nadal straszy…
tekst ukazał się pierwotnie w miesięczniku Czwarty Wymiar.
*
Tak swoją drogą ciekawe czy separatyści w Doniecku i okolicach, oraz świry z państwa islamskiego pokusili się o druk własnych znaczków?






