Stosik "do przeczytania"

Doczytałem „Demona Ruchu” Grabińskiego. Opowiadania w warstwie fabularnej nieco się zestarzały – ale nadal bronią się godnie – choć to już raczej fantastyka historyczna. Sukcesywnie obniżam stos książek „do przeczytania”.

Patrzę wstecz i stwierdzam że właściwie nigdy nie miałem wystarczającej ilości czasu na lekturę. W podstawówce czas kradła mi na potęgę szkoła. Wtedy jednak czytałem chyba najwięcej. Z drugiej strony często wracałem do ulubionych książek zamiast iść do przodu. Brakowało mi też rozpaczliwie wskazówek co warto czytać. Sam poszedłem kilkoma ciekawymi tropami poznając Nienackiego, Szklarskiego, Edigeya, Verna, potem Zajdla, Bułyczowa (że wymienię najważniejszych) – ale np. nie odkryłem prozy Aleksandra Grina – choć zachwyciło mnie jedno z jego opowiadań zamieszczone w miesięczniku literackim „Fikcje i fakty”. Do niektórych pozycji o których słyszałem po prostu nie miałem dostępu. Innych nie miał mi kto wskazać.

Liceum było jedną czarną dziurą. Po przełomie w 1989-tym zaczęły się ukazywać tłumaczenie wielu niedostępnych wcześniej pozycji ale brakowało czasu by się w nie wgryźć, do tego brakowało pieniędzy by je kupować a wiecznie niedoinwestowane biblioteki w tym okresie ograniczały zakupy. W dodatku ogromną ilość czasu pochłaniała nauka pisania, to mozolne zaczernianie kolejnych stron zeszytów które zaprocentowało dopiero po latach. Na studiach też było kuso z czasem… I dziś też mam go mniej niż bym chciał i potrzebował. 20 książek czeka na przeczytanie (mniej więcej pół na pół naukowych i beletrystyki). Muszę znaleźć na to czas…

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/