Jesteśmy frajerami
- poniedziałek, 26, listopad 2012 10:37
- Andrzej Pilipiuk
Po tragedii Smoleńskiej powtarzano jak mantrę że rząd zdał egzamin. Na czym dokładnie to zdawanie polegało dokładnie nie wiadomo. Zastępcy poległych płynnie przejęli ich obowiązki – tu nie da się złego słowa powiedzieć. Urzędy centralne nie przerwały pracy. Nie zabrakło ciepłej wody. Było jasne kto przejmuje które funkcje. Nie wyprowadzono wojska ani liczniejszych patroli policji na ulice.
Kursowały PKS-y. Akurat jechałem z córką do zakopanego. U celu przez chwilę biłem się z myślami czy po prostu nie wskoczyć w pierwszy powrotny by jak najszybciej znaleźć się w domu. Ale wszędzie było spokojnie – tylko radiowcy po ok 40 minutach od potwierdzenia informacji o katastrofie ocknęli się że wypadałoby zmienić muzykę na mniej rozrywkową.
Z punktu widzenia psychologii władza postąpiła słusznie. Gdybym zobaczył wojsko pilnujące obiektów strategicznych, lub Policję obstawiającą dworzec PKS – zapewne bym się zaniepokoił. Ktoś inny mógłby spanikować. A obstawienie siedziby władz miasta Zakopanego policjantami z prewencji nie miało przecież żadnego sensu. Ale gryzie mnie pytanie - czy ogłoszono tajny alarm dla służb mundurowych? Nie wydaje mi się. A chyba należało...
Dziś widzimy jak to zdawanie egzaminu wyglądało w praktyce. Został oblany. Władza machała radośnie indeksem, ale po otwarciu okładki czerwienią błysnęły „lufy". Pomylone zwłoki ofiar złożone do niewłaściwych grobów. Brak dostępu do dowodów rzeczowych. Ślepa wiara w dobre intencje strony rosyjskiej. Karygodne zaniedbania oddelegowanych urzędników. Kłamstwa rzucane bezczelnie z mównicy sejmowej. I grzech pierworodny – totalne zlekceważenie sprawy.
Należało wkroczyć do siedziby BOR i zabezpieczyć wszelką dokumentację. Należało zwrócić się do NATO o powołanie międzynarodowej komisji śledczej. Należało prosić UE o wsparcie dyplomatyczne. Wiele spraw było oczywiste. Niezależnie czy doszło do zamachu czy splotu zaniechań i nieszczęśliwych wypadków państwo egzamin oblało. Władza mogła mydlić oczy nam – ale wynik tego egzaminu szybko poznano za granicą. I świat podszedł do tego pragmatycznie. Zostaliśmy skreśleni z listy państw poważnie traktowanych.
Amerykanie zamiast prawdziwych rakiet przysłali ćwiczebne – skoro nie upilnowaliśmy telefonów naszych generałów nie będą przecież narażać technologii. Osłabła nasza pozycja w UE. Niemcy olewając protesty naszej opozycji położyli z ruskimi rurociąg blokując dostęp do naszego portu. Rosja już wcześniej okazywała nam lekceważenie. Za rządów PiS nikt nas nie lubił – ale gdy się stawialiśmy i pobrzękiwaliśmy szabelką - przynajmniej trochę musieli się z nami liczyć. „Polityka uśmiechów" nie przynosi wyników. Wyszliśmy na frajerów, a frajerzy mają przechlapane...







