O samochodach
- niedziela, 27, lipiec 2014 22:15
- Andrzej Pilipiuk
Rumuńska Dacia, robiona w kooperacji z Francuzami powoli zdobywa sobie zwolenników w Polsce. Auta zerwały z niechlubną tradycją „jedynych na świecie podróbek jeepa”. A na Onecie ubolewają że nie mamy nic podobnego… Że na dobrą sprawę nie mamy już żadnego „narodowego” samochodu.
Przypominam sobie początek lat 90-tych i wejście do naszego kraju czebola Daewoo. Widać było że nie jest to firma krzak ani żadne cwaniaczki w rodzaju szkopów którzy kupowali za bezcen i natychmiast likwidowali polskie fabryki.
Koreańczycy postawili w Warszawie biurowiec. Wchodzili w różne zakłady. Inwestowali. Sprowadzali maszyny. Mieli technologie i kapitał. Ludzie też szczególnie na nich nie psioczyli. Kadra choć skośnooka była ok. Pracujący w Polsce dyrektorzy uczyli się nawet podstaw naszego języka.
A potem nastąpiła „azjatycka grypa”. Banda cwaniaczków – międzynarodowych spekulantów często narodowości wiadomej, uderzyła w waluty krajów dalekiego wschodu. Malezyjczycy i Koreańczycy dokonywali cudów by ratować gospodarkę krajów. Miejscowy mistrz olimpijski rzucił hasło zbiórki złota na ratowanie waluty i oddał do przetopienia niemal kilogram swoich medali sportowych. Bez skutku. W 1999 tym Daewoo ostatecznie splajtowało. Pozostał żal. Zapowiadało się fajnie.







