Dzień homofoba?
- piątek, 16, maj 2014 21:45
- Andrzej Pilipiuk
Z okazji dnia walki z Homofobią w portalu fronda ukazał się artykuł Kai Godek.
http://www.fronda.pl/a/kaja-godek-na-dzien-walki-z-homofobia,37531.html
Autorka podniosła w nim koronny argument: Homoseksualiści stanowiący ok 1% populacji odpowiadają za 30-40% przypadków pedofilii. (ergo skłonności pedofilskie występują u homoseksualistów 30-40 razy częsciej niż u hetero!) Liczni użytkownicy wylali na Nią wiadra pomyj – m.in. użytkownik „Rezolutny” napisał:
„Jest to oczywiste i wielokrotnie powtarzane przez homofobów kłamstwo, a to dlatego, że badania, którymi się pani tutaj kieruje dotyczą grupy pedofilów, a nie homoseksualistów. Ponadto nawet gdy pedofil ma czyny homoseksualne to dalej jest to zupełnie co innego niż zdrowy homoseksualista”.
Przyznam że zadumałem się nad tym głęboko. Dla mnie jest dość oczywiste że istnieją heteroseksualiści i homoseksualiści. Jakiś odsetek pierwszych i jakoś odsetek drugich staje się pedofilami (lub efebofilami). Autor polemiki prezentuje spojrzenie odwrotne: istnieją ludzie normalni oraz pedofile z których część jest homo a część hetero. Wśród pedofili po prostu jest więcej homo niż średnia statystyczna populacji.
Szczerze mówiąc - z takim postawieniem sprawy dotąd się nie zetknąłem - ale nie bardzo to do mnie trafia. Przede wszystkim brak nam obiektywnych informacji statystycznych. Po pierwsze nie wiemy ilu mamy w kraju homoseksualistów. Poseł Biedroń twierdził że stanowią 10% i że 200 tyś uciekło przed „Kaczorami”. Inne źródła podają że jest ich ok 1%.
Za komuny prowadzono akcję „Hiacynt” – homoseksualistom założono teczki. Milicja liczyła ok 100 tyś funkcjonariuszy, ubecja ok 40 tyś, dodatkowo służby kontrolowały armią ok 250 tyś kapusiów. Łącznie namierzono ok. 20 tyś. homoseksualistów. Oczywiście nie wszyscy mundurowi zajmowali się tylko ich łapaniem, więc nie wszystkich zapewne osaczono. Zapewne w tym polowaniu cenniejszą "zwierzyną" był gej-naukowiec niż gej-ślusarz. Niemniej wyniki akcji świadczą że w PRL-u homoseksualiści byli raczej promilem niż procentem społeczeństwa. Potem otwarto granice i faktycznie wielu zapewne wyjechało do krajów gdzie żyje im się weselej i przyjemniej. Drugim sposobem oszacowania liczby byłaby informacja o sprzedanycm naładzie czasopism gejowskich
W Polsce za przestępstwa seksualne odsiaduje wyroki ok 1400 osadzonych. Niestety brak danych ilu odsiaduje za czyny pedofilskie i jaki odsetek więźniów jest orientacji homoseksualnej. Homoseksualiści powtarzają mantrę „gej to nie pedofi”. Homofobnicy ripostują: „30-40% zboli to wasi ludzie”. Ale konkretnuch danych liczbowych żadna ze stron nie używa – choć zapewne poważne organizacje są w stanie je zdobyć łatwiej niż zwykły obywatel. Dlaczego te dane są zatajane?
Zasadniczo cenię sobie postawy wolnościowe i nie wnikam w to co kto robi pod kołdrą. Ale wolę być ostrożny. Widzę z jaką niewyobrażalną mentownią sprzymierzył się poseł biedroń. Pamiętam sprawę profanacji grobu Nieznanego Żołnierza w Krakowie i pamiętam że mimo istnienia dokumentacji fotograficznej zajścia nikt nie został za to ukarany. Organizacje LGBT nie budzą zaufania. Czytam też o tym co dzieje się na zachodzie.
ps.
Naszła mnie zaduma nad metodą statystyczną… Przyjmijmy że w danym kraju żyją dwie grupy etniczne – Biali i Murzyni. Hmmm… Albo nie – bo jeszcze michnikoidy oskarżą mnie o rasizm…
Przyjmijmy że na Atlantydzie żyje mniejszość uchodźców z Posejdonii. Okazuje się że Posejdończycy stanowiący 20% populacji wyspy popełniają 40% przestępstw.
Czy zakładamy wtedy że Posejdończycy częściej niż Atlanci zostają bandytami czy że bandyci częściej są Posejdończykami?
Czy zatem pedofile częściej są gejami czy geje częściej pedofilami? A może to nie jest takie proste?






