Prowokacja...
- poniedziałek, 12, listopad 2012 08:46
- Andrzej Pilipiuk
Przez Warszawę przeszedł kolejny marsz Niepodległości. W tym roku bez udziału J.Korwina-Mikke (cóż prowokował, przeginał, aż przegiął definitywnie…). Jeszcze przed marszem organizatorzy i ludzie deklarujący uczestnictwo byli zastraszani i szykanowani. Kolejny raz dokuczliwymi kontrolami usiłowano zniechęcić liczne zorganizowane grupy jadące do Warszawy.
W czasie marszu kolejny już raz doszło do ewidentnej prowokacji ze strony policji, która nie tylko użyła zamaskowanych bojówkarzy ale i ostrzelała uczestników z broni gładkolufowej. W ruch poszły też petardy, pałki i gaz łzawiący. Tylko dzięki interwencji chronionych immunitetem posłów PiS uniknięto ataku sprzętem rodem z arsenałów ZOMO - armatek wodnych. Zatrzymano ponad setkę uczestników i domniemanych uczestników pochodu.
Szkoda że organizatorom nie udało się schwytać żadnego z prowokatorów – ale są zdjęcia. Zdjęcia szokujące. Widać na nich zamaskowanych bojówkarzy przenikających swobodnie przez kordon policji. Widać elementy policyjnego umundurowania wystające spod rozchełstanych kurtek.
Martwi mnie ta sytuacja. Nie tylko w policji trafiały się moralne śmieci gotowe wydawać rozkaz blokowania legalnego przemarszu czy atakowania spokojnie demonstrujących ludzi ale znaleźli też dla tych (nielegalnych przecież) rozkazów posłusznych wykonawców. Jest przyzwolenie władzy by bić i szykanować ludzi świętujących najważniejszą rocznicę związaną z istnieniem naszego (czy jeszcze naszego?) państwa. Co dodatkowo niepokoi brak „sprawiedliwych” którzy usłyszawszy na naradzie tego typu polecania zawiadomili by prasę i prokuraturę.
Po 1989-tym ludzie stopniowo przestali bać się mundurowych. Wymieniały się kadry. Część milicjantów poszła na zieloną trawkę (np. ojciec mojego szkolnego tzw. „kolegi” niegdyś, za komuny, Pan Milicjant Postrach Dzielnicy - potem już tylko niegroźny załamany pijaczek). Przyjmowano młodych, z roku na rok coraz lepiej wykształconych absolwentów szkół policyjnych. Ponure odium ciągnące się za tą formacją od 1944 roku powoli słabło. Nawet dowcipy o policjantach straciły jakby na jadowitości. Policja stałą się normalną służbą demokratycznego państwa – i zasadniczo czepiała się tylko tych których czepiać się trzeba (a i to nie zawsze). Moje nieliczne kontakty z tą służbą przebiegały bezkonfliktowo i zostawiły raczej pozytywne wrażenie. 20 lat to niemal całe pokolenie funkcjonariuszy. Mimo kilku kuriozalnych wpadek widać było tę zmianę na lepsze.
Zaczęło się od warszawskiej Straży Miejskiej. Funkcjonariusze zgarniający łopatami palące się znicze i wyrywający ludziom wiązanki kwiatów nieodwracalnie splamili mundur swojej formacji. Policja wykazała się szokującą biernością podczas burd pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. Wreszcie ubiegłoroczny Marsz Niepodległości po którym nie zdołała nawet wydalić ze swoich szeregów zwyrodnialca wielokrotnie kopiącego przypadkowego uczestnika w twarz. I dzień wczorajszy dopisujący się do listy policyjnej hańby. Na naszych oczach ten zbudowany przez 20 lat pozytywny etos służby jest niszczony. Smutne.
Pojawia się jeszcze jedno pytanie: Ta burda była władzy potrzebna. Gazety przez kilka dni będą opisywać co się stało. Jaką ważną informację mają przykryć te doniesienia? Dziś w nocy odbyły się kolejne 2 ekshumacje „Smoleńskie”. Do redakcji Rzeczpospolitej zgłosił się też ponoć Amerykanin z wynikami badań wraku samolotu prezydenckiego.








