O parówkach, parówach i parówszczakach...
- wtorek, 04, marzec 2014 15:52
- Andrzej Pilipiuk
Pisałem kiedyś – całe nasze wychowanie, normy etyczne, moralne i formacja duchowa płynąca z wyznawanej religii sprawdzają się w jednym momencie. W sytuacji gdy dysonując przewagą spotykamy się z drugim człowiekiem. Możemy go zabić, pobić, zgwałcić, obrabować. Możemy też uznać go za bliźniego i zostawić w spokoju lub udzielić pomocy. Nie inaczej wygląda to na płaszczyźnie międzynarodowej.
Nasi przodkowie stawali przed tym dylematem wiele razy. I nigdy nie mieli wątpliwości. Polska jest ewenementem. Kraj który nigdy na nikogo nie napadał. Kraj który zawsze przyjmował uchodźców i prześladowanych. Kraj który zawsze chętnie wyciągał pomocną dłoń do innych. Obrotowe przedmurze cywilizacji odpierające barbarzyńców przychodzących ze wschodu, południa, zachodu a nawet północy.
Ratowaliśmy Europę, ratowaliśmy cywilizację łacińską przed Mongołami, Szwedami, Tatarami, Turkami, Niemcami i sowietami. Za nasze zasługi przeważnie nie słyszeliśmy słów podziękowania, a bywalo że jako zapłatę dostawaliśmy kopa między oczy, ale i tak przy każdej kolejnej zadymie znów wystawialiśmy nasze oddziały. Nasz imperatyw moralny mówił nam krótko: TAK TRZEBA. Wysyłaliśmy misjonarzy do Chin, posłów do Etiopii, osadników do Brazylii, instruktorów wojskowych do Liberii. Efektem dziwnych sojuszy są nazwiska na liście katyńskiej – obok polskich niemieckie, żydowskie, francuskie, szkockie, ukraińskie, białoruskie, litwewskie, gruzińskie, ormiańskie, rosyjskie. Pamiątką – 3 fotografie murzynów w polskich mundurach oficerskich wykonane we wrześniu 1939 - ślad pobytu u nas liberyjskiej misji wojkowej.
Dziś nie musimy iść w pole ani stawać do walki. Nikt tego od nas nie oczekuje. Dziś wystarczą przejrzyste deklaracje – po czyjej jesteśmy stronie. Musimy też być gotowi by w ślad za tymi deklaracjami udzielić pomocy. Skromnej. Może będzie trzeba przesłać pomoc medyczną. Może trochę racji żywnościowych (mało prawdopodobne). Moż wysłać lekarzy i ratowników medycznych. Może przyjąć kilka tyś dzieci na wakacje. W skrajnie pesymistycznym wariancie trzepnie nas po kieszeni najwyżej pięć złotych od łba. Tymczasem w mediach i na forach internetowych słychać żałosne skamlanie: „zostawmy Ukrainę, nie wkurzajmy ruskich bo nie kupią naszych wędlin i podniosą nam ceny gazu”. Patrzę i oczom nie wierzę. Co się z nami stało!? Co to –urwał- ma być!? Kto to pisze? Kto tych ludzi wychował i po co w ogóle uczono takich głąbów pisać i czytac!?
Jakieś polskojęzyczne gówniarstwo ma czelność radzić by Polacy sprzedali sąsiadów w zamian za zezwolenie na handel parówkami!?
Dno i metr szlamu...









