Genetyka i wybory
- środa, 19, luty 2014 18:42
- Andrzej Pilipiuk
Tylko 3% naszych posłów jest potomkami przedstawicieli elit Rzeczpospolitej szlacheckiej i/lub II RP. Cała reszta to ludzie którzy przyszli znikąd, lub potomkowie „elit” PRL-u.
Jeśli ktoś zdrowym pomyślunkiem i ciężką pracą wybił się „z chłopów w profesory” – to dobrze. Jeśli wnuk uczciwego szewca lub gospodarnego chłopa został posłem - to też dobrze. Nie ma powodu wstydzić się przodków krawców, pastuchów czy rymarzy. Każda uczciwie wykonywana praca jest godna szacunku.
Kłopot w tym że nasi „wybrańcy” to jakże często politycy zawodowi - skrajni serwiliści, chciwe cwaniaczki, łapownicy, łajdacy - kolejne pokolenie mułów dennych wyniesionych na szczyt. Grzebiąc w ich genealogiach znajdujemy albo "resortowych ojców" albo co gorsza nie znajdujemy nic - pokolenia ludzi przypadkowych, byle jakich, którzy nijak nie zapisali się w pamięci lokalnych społeczności. Którzy nie plamili się nauką ani porządną uczciwą pracą. Którzy żyli z dnia na dzień kombinując i cwaniacząc, co jakiś czas przenosząc się w inne miejsce.
Może dlatego ich wnukowie nie potrafią oni zgodnie i skutecznie działać na rzecz dobra wspólnego. Może dlatego nie potrafimy dziś traktować władz jako „naszych” a Polski jako naszego własnego kraju. Może dla tego nie potrafią budować a w chwili próby miast stanąć do walki o interesy kraju i narodu umykają z podkulonymi ogonami?








