Spadek po "Edwardzie Szczodrym"
- piątek, 13, grudzień 2013 01:14
- Andrzej Pilipiuk
Gierek nabrał kredytów na zachodzie. Zbudował za nie ponad 500 zakładów przemysłowych. Nie było to szczególnie trudne – w kraju średnia płaca wynosiła 20 dolarów, za głupi milion zielonych 50 tyś robotników tyrało przez miesiąć… Dla szeregu fabryk zakupiono używane obrabiarki niemieckie i francuskie – na zachodzie już się zakumulowały i miały iść na złom. U nas posłużyły jeszcze dwie dekady… Dzięki temu odnowiono prawie cały park maszynowy (choć ołówki d.Majewskiego z Pruszkowa do upadku komuny produkowano na carskich maszynach…). Za ten skok cywilizacyjny zapłaciliśmy straszliwą nędzą i kryzysem lat 80-tych.
Gierek planował spłacić kredyty produkcją. Kłopot w tym że to co produkowaliśmy zakupionymi maszynami wedle zakupionych starych-a-zatem-niedrogich zachodnich technologii było nowoczesne jak na nasze dziadowskie warunki. Dla odbiorcy zachodniego te produkty były przestarzałe o dekadę lub dwie. Część produkcji kupował ZSRR płacąc surowcami, swoimi wyrobami, lub rublem transferowym… Trochę upychaliśmy w krajach III świata. Długów nie było jednak z czego płacić. Jaruzelski zdołał utrzymać trupa jeszcze przez dekadę ale i jego przygniotła ekonomia. Kraj się zawalił pod połączonym ciężarem długów wewnętrznych i zewnętrznych, inflacji i niedoborów podstawowych produktów.
W 1989-tym PKB Polski był pięciokrotnie niższy niż najbiedniejszych krajów zachodnich. Większość naszych wyrobów była o co najmniej dwie dekady zapóźniona technologicznie w stosunku do zachodnich. Środowisko naturalne było w wielu miejscach poważnie zdegradowane – ochroną przyrody zajmowano się tylko tam gdzie partia pozwoliła.
Podjęto decyzję o prywatyzacji. Bardzo szybko zmieniła się w chaotyczną wyprzedaż wszystkiego jak leci. Pieniędzmi doraźnie łatano dziury budżetowe, nie inwestowano w projekty rozwojowe. Korwin Mikke postulował by część pieniędzy z prywatyzacji przeznaczyć na emerytury dla ludzi którzy ten majątek wytworzyli – ale wykpiono go jako „oszołoma”.
Prywatyzacja była konieczna – urealnienie plac do poziomu 150 dolarów sprawiło że władza nie była już w stanie utrzymać swoich niewolników. Problem w tym że wyprzedawano nie firmy zadłużone lub zbankrutowane ale przeciwnie – najnowocześniejsze i przynoszące zyski… Niemcy kupowali polskie zakłady zazwyczaj za ułamek wartości i zamykali je, czasem przekształcając w magazyny spedycyjne swoich wyrobów. W wielu przypadkach kupowali zakłady poniżej ceny gruntu i wyburzali by sprzedać działki deweloperom. A czasem wyburzali by pozbyć się konkurencji – czego przykładem są zakłady ELWRO. Tylko nieliczne doczekały się inwestycji ze strony zagranicznych właścicieli. Napływ kapitału zagranicznego objawił się głównie w postaci supermarketów…
Dziś obce koncerny produkujące i handlujące w Polsce doją nas na ok 70 miliardów euro rocznie – tyle wynosi ich zysk. Kolejne kilkadziesiąt miliardów to zyski które transferują na zachód zagraniczne banki. Te pieniądze zasilają gospodarke starej unii - a mogłyby pracować w Polsce. Zatory płatnicze są zmorą bardzo wielu firm. Niejedna przez to upadła. Większa część prasy jest w rękach niemieckich.
W 1989-tym popełniono błąd. Wybrano złą drogę. Zmarnowano potencjał, roztrwoniono kapitał – nie był wprawdzie duży – ale innego nie było. Z perspektywy niemal ćwierćwiecza widzimy jak wielu mądrych ludzi ostrzegało naszych władców. I jak bardzo zostali zlekceważeni…








