Znowu o mieszkaniach
- środa, 13, listopad 2013 15:01
- Andrzej Pilipiuk
Zaczyna się powoli rozkręcać festiwal przedwyborczych obietnic. PiS oczywiście uczepił się swojego ulubionego punktu: mieszkania dla młodych… (czy to nie jest dyskryminacja z uwagi na wiek?) Oczywiście w zainteresowaniu się tą sferą gospodarki jest wiele racji. W Polsce mieszkań baruje rozpaczliwie, a ceny istniejących i oferowanych do sprzedaży (zwłaszcza jak porównamy z zarobkami) są absolutnym skandalem.
Niestety rozwiązania problemu proponowane przez „kaczystów” nie są dobre. Ich pomysł to swego rodzaju powtórka z programu „Rodzina na swoim” – zanalizujmy zatem. Pomysł ten sporowadzał się do tego że państwo polskie z pieniędzy budżetowych będzie dopłacało ludziom przez kilka lat pokrywając część odsetek kredytu zaciąganego na zakup mieszkania. Dzięki temu za kredyt decydowali się ludzie którzy w normalnych warunkach odkładali decyzję na święte nigdy. Kredyty stały się dzięki temu bardziej dostępne z czego do chwili likwidacji programu przez PO skorzystało ok 150 tyś rodzin.
Problemy widzę następujące:
Po pierwsze - oferta była skierowana do ludzi średniozamożnych. Na te 150 tyś szczęśliwców składało się pospołu w swoich podatkach 12 milionów pracujących. Następował zatem przepływ pieniędzy społecznych z kieszeni biedniejszych do kieszeni bogatszych.
Po drugie – zdecydowana większość kredytów udzieliły banki zagraniczne – co spowodowało odpływ pieniędzy za granicę. Gdyby program był ograniczony do SKOK-ów i banków spółdzielczych – wpłacane raty i odsetki zasiliły gospodarkę kraju…
Po trzecie – łatwiej dostępne kredyty powodowały nie tylko wzmożony ruch na budowach – ale też drastyczny wzrost cen. Tak niestety jest z każdym towarem. Nie ma popytu – ceny są niskie. Gdy pojawia się popyt szybko wymiata zasoby i ceny skaczą. Wtedy mobilizują się producenci pojawia się na rynku nowy towar w znacznych ilościach i ceny zaczynają stopniowo spadać.
Co należało zrobić?
Niezłym rozwiązaniem pośrednim są ulgi podatkowe dla osób kupujących mieszkanie lub budujących dom. Z pozoru budżet na tym traci – zmniejszają się podatki – ale szybko zaczyna zyskiwać – bo przysłowiowy Kowalski daje zarobić producentom cegły i budowlańcom, przy boomie budowlanym spada też bezrobocie – a zatem są oszczędności na zasiłkach i państwowym ubezpieczeniu bezrobotnych.
Ważne jest ułatwianie życia budującym indywidualnie i deweloperom. Im więcej firm będzie działało w branży tym lepiej – konkurencja najlepiej wymusza wzrost jakości usług i spadek cen. Firmy budowlane (poza zwykłą upierdliwością urzędasów, biurokracją i głupotą przepisów) uderzają w dwa niewidzialne mury. Pierwszym jest niewielka podaż gruntów pod budowę, drugim cena materiałów.
Ceny najprościej obniżyć zatem odrolniając grunty, wyprzedając lub przekazując nieużytki państwowe pod budownictwo, uwłaszczając działkowców i obniżając opodatkowanie materiałów i usług budowlanych. W kraju tak ciężko dotkniętym przez okupację niemiecką i sowiecką wszelkie działania na rzecz odbudowy i rozbudowy substancji mieszkaniowej powinny znajdować się pod szczególną ochroną władz!








