z kuźni
- sobota, 02, lipiec 2022 00:34
- Andrzej Pilipiuk
-No to jesteśmy w czarnej dupie – podsumował Jaub. - Jedyna szansa to podczas porannego przesłuchania złapać z biurka ołówek, przyłożyć prokuratorowi ostrym końcem do szyi i zażądać auta na lotnisko. A potem odlecieć na Białoruś...
-Czemu zaraz na Białoruś? – skrzywił się kozak.
-Mają tam niezły bimber, a nie podpisaliśmy z nimi umowy o ekstradycję... Poprosimy o azyl. Biednie tam się ludziom żyje, gorzej niż u nas, ale nie widzę innego wyjścia.
-Twój plan jest do dupy... – trzewo ocenił kozak.
-Co zatem proponujesz?
-Ucieczkę, ale bez porywania prokuratora za pomocą zaostrzonego ołówka. Wymyśl coś...
-Gdybyśmy mieli łyżki można by wydrążyć w podłodze dziurę i poprowadzić podkop... Słyszałem o gościu który kopał tak czterdzieści lat i wyszedł Chinach...
-Jakub?
-Taa...
-Pomijając brak łyżek nie mamy czterdziestu lat. W Chinach byłem, nie powiem, podobało mi się. Ciekawe miejsce... W Port Artur była tak dzielnica gdzie co wieczór wywieszano czerwone lampiony... Jak to pięknie wyglądało. I kobitki tam mieszkały, młode, ładne i takie sympatyczniutkie... – oczy zasnuła mu mgła wspomnień. – Tylko że komuchy na pewno to wszystko zaorały – uzupełnił ponuro.
-Nie ma łyżek? To trzeba chyba drzwi wywalić...
Egzorcysta podszedł i ostukał przeszkodę kłykciami.
-Dębina na to blacha co najmniej milimetr gruba. Zawiasy i zamki po tamtej sronie. Gołymi rekami nie damy rady. Msz może palnik albo lewarek?
-Obawiam się że nie – Semen odruchowo klepnął się po kieszeniach. – A jakbym nawet miał to przecież wszystko nam zabrali!
-Czyli pozostają nam sposoby niekonwencjonalne – Jakub zasmucił się głęboko.







