Zza żelaznej kurtyny
- wtorek, 05, listopad 2013 08:31
- Andrzej Pilipiuk
Thor Heyerdahl miał w życiu masę szczęścia. Na początku miał trochę pieniędzy i dużo zapału jeszcze na studiach – pojechał na drugą półkulę, by przez rok badać wyspy na oceanie spokojnym. Przeżył okupację Norwegii. Po wojnie był obywatelem wolnego świata – mógł jechać do Nowego Jorku zagrzebać się na całe miesiące w bibliotekach, poznawać profesorów i wspaniałe zbiory etnograficzne. Miał szalone pomysły, pieniądze i przyjaciół – dość by zorganizować wyprawę Kon-Tiki. Wydał relację z wyprawy która stała się mega bestselerem na skalę światową. Za zarobione pieniądze mógł organizować kolejne szalone projekty…
A my? Nasi podróżnicy?
Ci sławni przed wojną… F.A.Ossendowski – już nie żył. Kazimierz Nowak – człowiek który przemierzył Afrykę na rowerze też zmarł przed wojną. F.Goetel biedował na emigracji, niewidomy - do ostatnich chwil życia dyktował artykuły broniące sprawy polskiej, na podróże nie było go stać. Mieczysław Lepecki – wrócił do kraju, ale był pozbawiony paszportu, obłożony zakazem druku. Kamil Giżycki – złamany, lojalny wobec czerwonych szedł na krótkiej smyczy u komuchów pisąc książki o zwierzątkach. Jemu też nie dawano paszportu...
Ale… I tak mamy się czym pochwalić! T. Halik, E. Dzikowska, A. Fidler, S. Centkiewicz… To jest konkret, ale… Tej nielicznej grupie dawano paszporty, wydawano ich książki, pozwalano kupować waluty wymienialne i jeździć po świecie. Niestety sławę zdobywali mocno lokalną – ich książek nie wydawano na zachodzie.
Gryzie mnie pytanie co osiągnęlibyśmy gdyby granice były otwarte dla każdego?







