z kuźni
- sobota, 04, grudzień 2021 23:03
- Andrzej Pilipiuk
Polewka zagotowała się. Dziadek jadł zupę delektując się każdą łyżką.
-No ale nie powiedzieliście co planujecie – zagadnął gdy skończył.
Zawahałem się. Zdradzać nieznajomemu plany?
-Chcemy udać się na zachód – powiedziałem wreszcie.
-Nie macie tam czego szukać, zawróćcie – powiedział poważnie. – Przed wami jeszcze szmat drogi, potem góry...
-Idziemy za na zachodnie Pobrzeże – wyjaśniła Ana.
-To jeszcze doliczcie szmat drogi za górami... Słyszałem że jest mam jakieś duże miasto, ale nie byłem tam nigdy – pokręcił głową. – Spotkałem masę ludzi przez te wszystkie lata, jednak szczerze powiedziawszy nie przypominam sobie bym spotkał kogoś kto stamtąd przybywał... Ale pewnego roku widziałem starą mapę wykutą na ścianie zrujnowanej świątyni. Były na niej oba oceany i ziemie leżące między nimi. Szczegółów nie pamiętam, zaznaczono łańcuchy górskie i rzeki. W każdym razie wydaje mi się że przed wami jeszcze szmat drogi.
-Nasi uczeni kapłani mniej więcej wyliczyli nam dystans który musimy przebyć – Ana uśmiechnęła się smutno. – Istotnie, ładnie to pan ujął. Jeszcze szmat drogi przed nami.
Dziadek dłuższą chwilę pykał swoją fajeczkę.
-Naprawdę musicie tam iść?
-Tak.
-Co mogę wam doradzić? Unikajcie miejsc gdzie roślinność dziwnie wygląda, albo ma nietypowy kolor. Nie jedzcie żadnych grzybów, mają zdolność wyciągania rtęci z gleby. Nie pijcie wody jeśli wzdłuż biegu strumyka dostrzeżecie coś niepokojącego. Nie polujcie jeśli nie musicie. Jak coś ubijecie, oglądajcie mięso czy nie ma cyst albo wągrów, i pieczcie je długo, prawie do spalenia. Uważajcie na wilki, nie raz je tu słyszałem i widywałem czasem. Ale najlepiej zawróćcie albo pokonajcie te tereny jak najszybciej.
-Węże, trucizna w ziemi i wodzie, zatrute rośliny i grzyby, owady przenoszące choroby, pasożyty w mięsie, wilki… - wyliczyłem. – Postaramy się tego unikać...
-Musicie być bardzo ostrożni – dziadek kiwnął głową. –Wiele zagrożeń czycha w tych lasach. Ale po prawdzie gdzie jest tak naprawdę bezpiecznie? Tam u was na Pobrzeżu przecież macie i opady popiołów i kwaśnych deszczy. Patrzy człowiek jak mu pięknie zboże obrodziło, a tu przyjdzie nagle chmura znad wulkanu, spadnie deszcz i zamiast plonów kupa zgnilizny. A potem żmudne ratowanie, trzeba pole latami nawozić wapnem i czekać aż gleba przestanie zabijać wszystko co na niej wyrosło. Do tego jeszcze rdza rzucająca się na zboża... No i epidemie... Przywykliście do kłopotów.
-Trochę przywykliśmy – bąknęła kapłanka.
-Uważajcie na siebie a przejdziecie te lasy. Jest jeszcze jedno o czym chyba powinniście wiedzieć. Duchy ludzi którzy odeszli w męczarniach i rozpaczy też nawiedzają to miejsce. Czuje się tu czasem ich obecność. Bywa w biały dzień prowadzę osła i widzę jak ogarnia go lęk. Jak parska, kładzie uszy po sobie, jak sierść na grzbiecie podnosi mu się niczym szczotka… Zwierzęta widzą więcej niż my. Albo idę czasem i nagle czuję że ktoś nie obserwuje, albo idzie za mną…
-Nasze modlitwy pomogą ukoić żal i rozpacz ich cieni. Gdyby jakieś się nam objawiły znam specjalne pieśni pomagające im odnaleźć zagubione ścieżki prowadzące w zaświaty – Ana mówiła spokojnie. – Zmarli nie powinni nam szkodzić. Nie szargamy ich pamięci, nie rozgrzebujemy ich grobów.
-Obawiam się że to nie takie proste...







