z kuźni

Przypatrz się uważnie – powiedział arcykapłan wskazując skały – dostrzegasz niewielkie okienko wykute w litym granicie? Podłużne jak strzelnica…

-Tak.

Teraz spójrz w drugą stronę…

-Tam chyba jest drugie podobne… To były jakieś strażnice czy coś podobnego?

-Tak. Zbadaliśmy je przed laty. W każdej z nich jest podobnie. Osadzone w skale żelazne osie wyposażone w koła zębate oraz resztki mechanizmów a pod nimi studnie zalane wodą. Przypuszczam że w tym miejscu na dnie zatoki leżał gruby żelazny łańcuch. W razie zagrożenia załogi kręciły korbami napinając go pod wodą… Dzięki temu żaden statek nie mógł wejść do portu. Ani go opuścić. To rzecz jasna tylko hipoteza, którą chciałbym sprawdzić.

-Jak tu jest głęboko?

-Około trzydziestu łokci – westchnął. – To dużo. Używaliśmy dzwonu wcześniej, w porcie, ale tam test płycej. Kłopot w tym że gdy wysyła się ludzi pod wodę trzeba zachować ogromną ostrożność. Tam gdzie płytko, nie ma kłopotu. Spuszcza się człowieka i wyciąga. Ale księgi ostrzegają że gdyby kogoś opuścić na sześćdziesiąt i więcej łokci może zapaść na chorobę która nie ma nazwy. Zaś osiemdziesiąt i więcej łokci to już pewna śmierć. Tu nie jest bardzo głęboko.

-Trzydzieści cztery i pół łokcia – zameldował kapłan sondujący dno.

-Zejdziesz na dno tylko raz. Nie uda się to opuścimy jeszcze xx – wskazał jednego z kapłanów. Życie i zdrowie ważniejsze niż chęć zdobycia wiedzy czy skarbów spoczywających na dnie.

-Mam się zatem opuścić na dno i poszukać leżącego tam łańcucha albo tego co z niego pozostało…

-Tak, ale oczywiście jak już będziesz pod wodą, rozejrzyj się co jeszcze ciekawego kryje dno morza. To podejście do portu, nie wykluczone że spoczywają tam wraki okrętów. Nie mówię że wypełnione skarbami sprzed tysięcy wiosen ale może będzie wśród nich coś wartego umieszczenia w naszym świątynnym gabinecie osobliwości i kuriozów…

-Rozumiem.

-Dzwon nurkowy jest szczelny, ale pod wpływem oddychania powietrze się szybko psuje – powiedział arcykapłan. – Opuścimy cię na dno. Ktoś będzie czuwał z uchem przyłożonym do łańcucha. Gdybyś poczuł że ci duszno, albo gdyby coś cię zaniepokoiło postukaj w dzwon, a wyciągniemy cię. Jedno stuknięcie bedzie oznaczało że wszystko gra. Trzy żeby wyciągać. Niezależnie od wszystkiego nie próbuj sam płynąc ku powierzchni. Za głęboko, nie dasz rady… Czy wszystko zrozumiałeś?

-Tak.

-Niech bogini Nefem ci sprzyja – pobłogosławił mnie.

Ukryłem się pod dzwonem. Siadłem na ławeczce. Zahurkotał łańcuch i dzwon zanurzył się w wodzie. Przez szybki nie widziałem wiele, błękitno zielonkawy przestwór. Spodziewałem się widoku ryb, ale nie było ich tu prawie wcale.

Poczułem rosnący ucisk w uszach. Robiło się coraz ciemniej. Wreszcie konstrukcja osiadła na dnie. Popatrzyłem przez okienka. Po lewej majaczyło coś dziwnego. Mur, a może kawałek zatopionego wraku pokryty mułem. Obwiązałem się w pasie długą linką. Drugi koniec przywiązałem do uszka wewnątrz dzwonu. Założyłem kaptur na oczy. Zeskoczyłem w wodę. Sięgnęła mi do pasa. Nogi do pół łydki utkwiły w mule… Pochyliłem się zanurzając twarz w wodzie i wysunąłem poza bezpieczną bańkę. Wokoło miałem falujący lekko żywioł. Na tę głębokość docierało mniej światła, miałem wrażenie jakby zapadał już zmierzch… Widziałem niezbyt wiele, jak podczas deszczu lub śnieżnej zadymki.

Cofnąłem się nabrałem duży haust powietrza i ruszyłem do przodu. Dziwna konstrukcja okazała się po prostu głazem, Kawałek dalej na kamieniach leżało coś podłużnego, ale nie był to łańcuch a jedynie stara belka… Znów musiałem wróci by nabrać oddechu. Poszedłem w drugą stronę. Tu mułu było więcej zapadałem się do kolan, każdy krok mącił wodę. Wróciłem i dłuższą chwilę oddychałem spokojnie nim zdecydowałem się na kolejny wypad. Tym razem trafiłem na sterczący z mułu kamienisty pagórek. Głazy obrośnięte były skorupami małży. Wypatrzyłem jednak na piasku kilka potrzaskanych szklanych flaszy. Podniosłe tę która wydawała mi się cała, ale nie miała denka.

            Wróciłem do dzwonu. Powietrze było dość ciężkie, zrobiłem jeszcze jeden mały wypad. Tym razem jedną rzeczą godną uwagi była połówka talerza obrośnięta pąklami…

            Wróciłem siadłem na ławeczce i zastukałem w blachę. Dzwon oderwał się od dna i poszybował ku powierzchni…

            Długo leżałem na pokładzie i rwałem powietrze głębokimi haustami. Szumiało mi w uszach… W nosie czułem dziwny zapach, a w ustach jakby posmak krwi.

            -Jak się czujesz przyjacielu? - zapytała z troską Ana.

            -Szumi mi w uszach... I trochę jestem oszołomiony...

            -Sfery podwodne to nie jest nasz świat – zadumał się arcykapłan. – Choć niewątpliwie warte są zbadania… To jedna z pokus którymi doświadczają nas bogowie…

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/