z kuźni
- środa, 24, listopad 2021 21:29
- Andrzej Pilipiuk
Wróciłem z rekonesansu akurat na śniadanie. Rozkulbaczyłem konia.
-Co się stało przyjacielu? – zaniepokoiła się Ana.
-Pojechałem drogą przodków do podnóża gór – wyjaśniłem. – Koło iglicy zaczyna się szlak zapewne wiodący na drugą stronę. Kłopot w tym że już na samym początku jest nieprzejezdny. Zeszła gigantyczna lawina, wszystko zawalone głazami. My chyba jakoś przejdziemy ale zwierząt nie zdołamy przeprowadzić.
-To co zrobimy? – zmartwiła się kapłanka.
-Przepakujemy rzeczy, zabierając tylko to co niezbędne. I dalej musimy iść pieszo. Przyjrzałem się przez lornetkę, powyżej zawału droga biegnie serpentynami stromo pod górę w stronę przełęczy. Wydaje się być w nienajgorszym stanie...
-Konie porzucimy? – zmartwiła się Trya.
-Obawiam się że nie ma innego wyjścia.
-Dożyją naszego powrotu? – zaniepokoiła się Ana.
-Mają tu dużo wysokiej trawy, będą w stanie wygrzebywać ją spod śniegu. Przed wiatrem mogą chować się w ruinach. Myślę że przetrwają zimę, o ile nie padną ofiarą jakiegoś drapieżnika... – westchnąłem. - Nie słyszałam nocami wilków ale kto wie co żyje w tych lasach. Nie wiem czy zdołamy je złapać wracając. Może zostaną w tej okolicy, może powędrują gdzieś dalej...
Po śniadaniu zabraliśmy się ponownie do przepisywania treści tablic. Tyra nie traciła czasu, rozpakowała wszystkie pakunki by zrobić selekcję... Ubrania, ubrania na zmianę, śpiwory, świece, żywność namioty... Sakwy miały wszyte metalowe kółka, wystarczył kawałek rzemienia by połączyć je razem a po doczepieniu pasków przerobić na plecaki. Na wierzch przytroczyła rolowane śpiwory pledy i końskie derki.
-W górach może być naprawdę zimno – wyjaśniła. – Każda dodatkowa warstwa może być na wagę złota. – Ścieśnimy się w jednym namiocie, ale wezmę trap od drugiego.
Zważyłem przygotowane pakunki. Nie było źle. Zapasy będą się kurczyły, z każdym dniem będzie lżej iść...Wzięliśmy ciężką kuszę i dwie lekkie, ponadto noże i jedną siekierkę.
-Nie da się jeszcze czegoś zostawić? – zapytałam pro forma.
-Mamy już wyłącznie to co niezbędne – Rozłożyła bezradnie dłonie.`- Szkoda że nie możemy wziąć choćby jednego konia... Nie ma innej drogi przez góry?








