samosprawdzające się proroctwo...

Feministki prezentują sobą pewien zespół charakterystycznych cech. Dziary, farbowane włosy, i temu podobne kody wyglądu. Do tego agresja słowna połączona z kompletnie niestrawnymi poglądami. Oraz najczęściej jaskrawa, bijąca po oczach głupota i tępota... Ktrych nie próbują zamaskować np oczytaniem. 

Normalny odpowiedzialny mężczyzna, wykształcony, z zawodem, myślący o poważnym związku, założeniu rodziny, posiadaniu dzieci, otoczeniu kobiety opieką, będzie się trzymał od takich jak najdalej. Normalna rodzina uzna je za czarne owce i odsunie na boczny tor lub pozrywa stosunki.

Feministki nie rozumieją jednego: przez ogół społeczeństwa postrzegane są jako margines społeczny a do tego ciężke idiotki. Część samców ominie je łukiem, za to świadomość że są głupie jak magnes przyciągnie specyficzny gatunek facetów trzeciego sortu. Przede wszystkim przy ich subkulturze kręcą się samczyki z innych subkultur.

Świetnie widać to było na przykładzie Simona Mola. Wyzwolone seksualnie lewicowe aktywistki dawały się uwodzić – bo nie miały zakodowanych wzorców moralności i uważały że seks to samorealizacja. Współżyły bez prezerwatyw – bo były głupie, dały sobie wmówić żę gumki to rasizm… Połapały HIV-a… Było ich minimum szesnaście (siedemnasta HIVa ccudem nie złapała…) I w płacz że je wykorzystano.

Feministki stykając się z facetami gorszego sortu, oszukiwane, wykorzystywane seksualnie, porzucane z byle powodu, porzucane w ciąży, namawiane przez koleżanki do aborcji, zarażane chorobami wenerycznymi, do tego często odrzucane przez najbliższą rodzinę – zyskują w ten sposób potwierdzenie tezy że „wszyscy faceci to świnie”. Za swoje niepowodzenia, czasem nieszczęścia i katastrofy życiowe winią patriarchat.

Coś z racji w tym jest – patriarchat opiera się na rodzinie. One po prostu nie są odpowiednim materiałem na żony i matki.

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/