o frajerstwie...
- czwartek, 27, maj 2021 01:26
- Andrzej Pilipiuk
W trakcie wyborów prezydenckich tuskowi wyciągnięto fakt że jego dziadek służył w wermachcie. To prawdopodobnie przesądziło o wyniku - zabrakło kilku procent i wygrał Lech Kaczyński. Kogo jak kogo ale hitlerowców Polacy nie lubią.
Dla mnie rzecz była wówczas - i przez kolejne lata oczywista: potomek folksdojcza - wermachtowca nie może pełnć żadnych funkcji w niepodległej Polsce... Nie może bo nie. Koniec i kropka.
*
Osądziłem zbyt pochopnie. Potem doczytałem... PRZEPRASZAM.
*
To był FAJNY DZIADEK. Kaszub, lutnik. Okupantom fikał więc niemcy wsadzili go do obozu koncentracyjnego. Posiedział trochę i uznał że jednak jest "niemcem", podpisał co trzeba - więc się bardzo ucieszyli że rogata dusza spokorniała. Wypuścili go z obozu i wcielili do wermachtu. A on przy pierwszej okazji spierniczył i przedostał się do polskiego wojska. Po wojnie wrócił do kraju gdzie go komuchy za ten wermacht na jakiś czas zapuszkowali...
TUSK JEST SKOŃCZONYM FRAJEREM.
Mógł tę rodzinną historię opowiedzieć sam: "miałem dziadka, niemcy go wsadzili do obozu a o im TAAAAAKI numer wyciął".
I cwany dziadek wermachtowiec-dezerter pomógłby słupki popularności poprawić.
*
"Prawda nas wyzwoli czy jakoś tak..." ;)







