o rzezi.

Lata 70-te były apogeum aborcji w Polsce. Przeprowadzano ich nawet 60 tyś rocznie - czyli ok 15% ciąż kończyło się "skrobanką".

Lata 80-te to mrówcza praca środowisk katolickich - wykłady w kościołach, wystawy antyabrocyjne, kazania. Uświadamianie ludzi, ale też praca wśród lekarzy. Praca ta przynisła efekty. Nawet środowiska dalekie od religii przeżyły pewną refleksję.  

Efektem było ograniczenie zjawiska o 2/3. Lata 90-te przyniosły delegalizację aborcji i choć do końca nie udało się problem wyeliminować to stanowi dziś niewiele zaczący margines.     

Jestem z pokolenia którego 15% zładzono. Jaki potencjał kryć mogło te 50-60 tyś dzieci zabijanych każdego roku? Kim byłyby dziś? Czym by nas zadziwiły? Kogo zabito? Może naszą pierwszą dziewczynę? Może naszego najlepszego kumpla? Może świetnego nauczyciela naszych dzieci? Może lekarkę odkrywającą lek na raka? Tego się nie dowiemy.

Komuna zgładziła węcej polskich dzieci niż hitler. Komuna? Nie. Ludzie, Polacy tacy jak my... Czasem głupi, zdemoralizowani, zdegenerowani, a często po prostu nieświadomi tego co robią. "Przecież to było legalne", "przecież wszyscy to robili..." 

Tej ok dwumilionowej(!!!) rzeszy unicestwionych ludzi nie ma dziś obok nas. Przestali istnieć jakby w kraju wybuchła kolejna krwawa wojna. Nie ma też ich dzieci, czasem ich wnuków. 

 Zostali ich rodzice z rękami splamionymi krwią. Wielu do dziś nie zdobyło się na refleksję, wielu do dziś nie zrozumiało... Wielu też reaguje agresją wobec tych którzy ostrzegając kolejne pokolenia swoimi działaniami przypominają im ten wypierany z pamięci i sumienia "epizod". 

Patrzę na te wszystkie młode idiotki spod znaku błyskawicy. Chcą powrotu do barbarzyńskich praktyk PRL-u, chcą aborcji na życzenie. A ja tak się zastanawiam. A gdyby aborcja w latach 90-tych i później byla legalna? Ile z nich w ogóle by się nie urodziło? 

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/