zkuźni
- czwartek, 08, kwiecień 2021 21:57
- Andrzej Pilipiuk
Dumam nad cyklem książek/ekranizacji prozy Agaty Christie. Mam teorię że to wszystko było trochę inaczej niż opisuje.
Zwróćcie uwagę: schemat 75% opowieści wygląda tak: do miasteczka przybywa najsłynniejszy detektyw - i miejscowy morderca akurat wtedy wpada na genialny pomysł by kogoś zaciukać? A potem oczywiście pomysł realizuje, zostaje rozszyfrowany i wpada w łapy policji…
Myślę ze to Hercules zabijał te wszystkie ofiary. Trupy po prostu mu towarzyszą. Ktoś mieszka pięto niżej – kaput… Hercules wsiądzie do pociągu – ginie pasażer. Leczy zęby? Ktoś morduje dentystę... Detektyw płynie statkiem – ciach… Gdzie się nie ruszy ktoś umierał… Zabijał sam albo z kumplem pułkownikiem. Zabijał bezinteresownie po prostu to lubił – jak to seryjny. Ale był sprytniejszy bo jak już kogoś załatwił cynicznie wrabiał miejscowych ludzi którzy mieli motyw... Oni szli na szubienicę albo do mamra a on jechał do kolejnego miasteczka i znów zabjał…








