o topnieniu szeregów
- środa, 28, październik 2020 17:13
- Andrzej Pilipiuk
Pierwsze wiece KOD przyciągnęły dziesiątki tysięcy ludzi. Obok młodych naiwnych brali w nich udział normalni ludzie, celebryci, nawet profesorowie. Ludzie umiejętnie poszczuci przez media byli przekonani że dzieje się coś bardzo niedobrego. Zebrali się... No i właśnie.
Zobaczyli kto chce ich prowadzić do walki. Kto stoi na czele. Kto przemawia i jak to robi. Zobaczyli chytre świńskie oczka "organizatorów", usłyszeli knajacki język samozwańczych wodzów, bluzgi padające z zaimprowizowanych trybun. Zobaczyli obok siebie nie tylko milicyjnych emerytów, ale też co cwańszych polityków ciągnących jak muchy do konfitury - już gotowych spontaniczny w dużej mierze protest zagospodarować i przekuć na kolejny stopień swojej kariery.
A potem było już tylko gorzej. Kierownictwo uwłaszczało się ich składkami, protestujący dowiadywali się szokujących informacji o ludziach którzy ich prowadzą. Kierownictwo okazało się ubabrane w łajnie po rzęsy… Faktu prawomocnego wyroku za sutenerstwo i handel kobietami nie dało się zamieść pod dywan... Wielu protestujących miało różne żale do PiS i protestowaliby dłużej - ale wśród takich "kierowników" po prostu wstyd im było się pokazać. Szeregi momentalnie stopniały – z tysięcznych tłumów do kilkunastoosobowych grupek.
Myślę że z obecnymi zadymami będzie podobnie. Wielu ludzi ma focha do PiS, do kościoła. Wielu uważa że kompromis aborcyjny był mniejszym złem i powinien zostać utrzymany. Dziś przyjdą na wiece – ale na miejscu zobaczą kto tym kieruje. Usłyszą nienawistny knajacki język. Zobaczą agresję, ocenią dewastacje, usłyszą o pobiciach. Więcej nie przyjdą – bo uznają to za obciach, albo przestraszą się chamstwa. Dalsza eskalacja konfliktu przyciągnie tylko więcej bydła - zawodowych zadymiarzy, margines społeczny, ale odepchnie tych normalniejszych – ruch szybko straci masowość, straci też legitymację społeczną.







