Z kuźni

pracuje się ;)

tj. dziś sie nie pracuje bo niedziela...

ale kawałek wrzucam.

 

Paweł poparzył na plecy chorego lekarza. Kłaki były wyraźnie widoczne. Nabrzmienia wskazywały miejsca gdzie siedzą larwy. Opalił skalpele nad płomykiem sterylizatora. Cztery lampy… Prosta operacja trzeba ostrożnie naciąć skórę i tkankę podskórną. Przypalić brzegi rany by stłumić krwawienie. Wydobyć larwy, możliwe ostrożnie bo ich uszkodzenie powoduje wyciek jadu. Zaszyć… Unikać kolców bo zawierają truciznę.

-Gdyby nie ten jad to byłby banalna operacja – pomyślał. - Trochę trudniejsza niż usunięcie drzazgi wbitej pod skórę. Obserwowałem usuwanie ciał obcych jako pomocnik felczera. Parę razy nawet zrobiłem to sam gdy felczer był akurat pijany. Z drugiej strony… Usuwanie larw to błąd. Zawsze zabija. Ich pozostawienie niczego nie zmieni. Ich uśmiercenie w miejscu gdzie żerują spowoduje rozlanie się jadu, zatrucie i zakażenie… Sytuacja bez wyjścia. Jedyny znany przypadek gdy chory przeżył wiązał się z amputacją nogi. A gdyby wyciąć płat mięśnia z pleców razem z larwami? Tylko jak opatrzyć tak rozległe rany?  Nie da się.

Ujął w dłoń skalpel, przymierzył się do pierwszego cięcia i odłożył

Co mówił doktor? Odpychamy śmierć, oddalamy w czasie. Ratujemy potencjał. By ludzie z doświadczeniem mogli dłużej nam pomagać… Jak uratować doktora? Musi być jakiś sposób.

Coś nieśmiało dobiło mu się do głowy… Jakaś myśl, cień idei…

              -Rozwiązanie istnieje – szepnął. – Tylko jestem za głupi by n nie wpaść… A może nie? Może wcale nie jestem za głupi? 

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/