Opowieść z Zamościa
- niedziela, 26, kwiecień 2020 08:20
- Andrzej Pilipiuk
Opowiadał mi pewien stary człowiek - w Zamościu jakiś czas po wyzwoleniu zorganizowano "zwałkę" - ściągano z całej okolicy zniszczony sprzęt wojenny, ale także porzuconą niemiecką amunicję. sowieccy saperzy to sobie powolutku rozbrajali - a całość miała trafić do hut na przetopieie - na bo to i żelazo i metale kolorowe...
Oczywście - kto rozsądny trzymał się z daleka. Ale dzieciarnia wposzukiwanu ciekawych fantów lazła do tego szmelcu jak muchy do miodu - a teren pilnowany był kiepsko. No i pewnego popołudnia miastem wstrząsnęła długa seria eksplozji. Ktoś coś przekręcił nie w tę stronę co trzeba a po pierwszym wybuchu poszła rakcja łańcuchowa. Z kilkunastu poszukiwaczy wrażeń nie było czego zbierać...
Opowiadający - wówczas uczeń starszych klas szkoły podstawowej - wszedł rano do sali lekcyjnej i zobaczył taki widok - kilka pustych krzeseł każde ozdobione dużą kokardą z czarnej wstążki...
*
Chyba nie jesteśmy gotowi na podobne widoki...








