Porwanie umysłu..
- niedziela, 05, styczeń 2020 17:10
- Andrzej Pilipiuk
Miałem 11 lat.
W "Świecie młodych" ukazywały się plansze z komiksem "Porwanie księżniczki". Harcerska Gazeta Nastolatków ukazywała się 3 razy w tygodniu. Kosztowała 5 zł. Nie trzeba było należeć do harcerstwa żeby mieć z niej radochę.
Mieszkałem wtedy przy ul. Łochowskiej w Warszawie. W drodze do szkoły mijałem kiosk - mieścił sie na parterze jednej z przedwojennych czynszówek. Zimy w pierwszych latach po stanie wojennym były mroźne, śnieżne i ogólnie rzecz biorąc paskudne. Z szarego bloku, po szarym chodniku, wzdłuż fasad szarych kamienic, do brudnoszarej szkoły...
Poznawanie komisku w tempie 3 plansz tygodniowo dziś wydaje się idiotyzmem. Trzeba było kilku miesięcy by skompletować całą historię... Ale czekaliśmy, kompletowaliśmy, czyteliśmy. Niektórzy naklejali na kartony i składali w książeczki.
"Porwanie księżniczki" - przenosiło mnie i moich rówieśników do kompletnie innego świata. Morza południowe, palmy, okręty, piraci. Wielka wakacyjna przygoda pod żaglami, w środku szarej zimy, w szarym kraju. Uciekaliśmy do lepszych światów wyczarowanych komiksową kreską...
Byliśmy niewolnikami i mieliśmy pozostać niewolnikami. Palmy moglibyśmy zobaczyć w bratniej Bułgarii - ale moich Rodziców ani rodziców żadnego z moich przyjaciół nie było stać na taki wyjazd. Żaglowce? Jachty? Widywaliśmy to co najwyżej w czarno-białej telewizji...
*
Miałem 40 lat.
Po raz pierwszy zobaczyłem naturalnie rosnące plamy w 2014-tym, jadąc z lotniska w Barcelonie.








