o zamiataniu
- poniedziałek, 20, maj 2013 13:34
- Andrzej Pilipiuk
w latach 80-tych nie było netu. Informacje o mordach ubecji przebijały się z wielkim trudem.
dopiero gdy padła komuna i zaczęła działać Komisja Rokity okazało się że w latach 1982-90 doszło w całym kraju do śmierci około 400 działaczy opozycji lub ludzi z nią sympatyzujących. Komisja nie miała uprawnień śledczych - np. nie mogła nikogo przesłuchać. Władza nie udzielała żadnej pomocy.
Po starannej weryfikacji uznano że w 122 przypadkach śmierci nie da się wyjaśnić przyczynami "naturalnymi" W 88 przypadkach komisja stwierdziła ewidentne że przyczyną śmierci były działania MSW. Odkryto także prowadzone na wielką skalę mataczenie w śledztwach.
Zidentyfikowano 91 nazwisk funkcjonariuszy SB i MO będących prawdopodobnymi sprawcami morderstw. Odkryto grupę "D" - prawdopodobnie polski "szwadron śmierci".
(późniejsze odkrycia w zasobach archiwalnych wykazały że grup "D" było więcej)
W dalszej kolejności komisja zajęła by się prawdopodobnie wątkiem "emerytów" - w latach 80-tych odchodzący z SB funkcjonariusze za grosze kupowali - głównie w Warszawie - sklepy i warsztaty rzemieślnicze. Poprzedni właściciele byli zastraszani, dochodziło do podpaleń, pobić i prawdopodobnie kilkudziesięciu morderstw.
*
Ukrycie najpierw morderstw, potem wyników prac komisji w warunkach monopolu medialnego, przy szczupłości i poważnej infiltracji II obiegu nie było trudne.
Pomagał STRACH. W roku 1998 rozmawiałem na przyjacielskiej stopie z archeologiem który badając jeden z warszawskich kościołów odkrył przypuszczalnie skrytkę gdzie przechowywano jakiś czas ciała kilku ofiar represji stalinowskich - wykradzione z bezimiennych grobów na pobliskim cmentarzu. Gdy zaproponowałem ze to opiszę (byłem wówczas dziennikarzem) - schował się we własne buty.
*
Obecnie mamy internet (dający przy odrobinie umiejętności niezłą anonimowość) potężny II obieg, a poziom lęku jest znacznie niższy. Dorosło pokolenie które nigdy w życiu nie widziało zomowca ani ubeka.
Wielu spraw grubszych i drobniejszych nie da się już zamieść pod dywan.








